Reklama

Sklep sakralny

Duma i zobowiązanie

2014-03-04 15:17

Jan Pospieszalski
Niedziela Ogólnopolska 10/2014, str. 24-27


Dramat, który rozegrał się w nocy z 7 na 8 marca 1984 r., poprzedzony był miesiącami zmagań. Po jednej stronie stało 600 strajkujących uczniów: córek i synów z chłopskich rodzin, po drugiej stał aparat przemocy totalitarnego państwa. Młodzi mieli po 16-18 lat. W godzinie próby zachowali się bohatersko. Podjęli walkę w obronie krzyża, wiary i wolności. Nie wiedzieli, że są uczestnikami tej samej wojny, na której froncie za kilka miesięcy zginie ks. Jerzy Popiełuszko. Dlaczego ich zwycięstwo nie znalazło należnego miejsca w pamięci zbiorowej Polaków? Przecież o strajku dzieci z Wrześni, choć było ich zaledwie 21, wie każdy Polak. Czy potrafimy być dumni z młodych obrońców krzyża z Miętnego?

Zlikwidować zdobycz „Solidarności”

Dwa lata po wprowadzeniu stanu wojennego do Polski przyjechał gen. Władimir Kriuczkow – szef sowieckiego KGB. Razem z gen. Czesławem Kiszczakiem wybrali się na objazd po kraju, lustrując, na ile skutecznie udało się zniszczyć ruch „Solidarności”. Struktury związkowe rozbite, najaktywniejsi działacze – w więzieniach, wielu wypchnięto na emigrację. Podziemie jeszcze aktywne, ale stale nękane represjami i coraz bardziej kontrolowane przez agenturę. Jedynym miejscem realnego oporu, naprawdę groźnym dla systemu, pozostaje Kościół. Kriuczkow zauważa, że stan wojenny nie zdołał odebrać Polakom zdobyczy „Solidarności” – znaku krzyża w miejscach pracy, w szpitalach i szkołach. Sowiecki generał zdaje sobie sprawę, że frontalna rozprawa z Kościołem jest niemożliwa, ale krzyże w miejscach publicznych, kontrolowanych przez władze – to przejaw słabości. Rozkazuje natychmiast je usunąć. Żeby nie wywoływać masowych strajków, komuniści decydują, by (chwilowo?) zostawić krzyże w miejscach pracy i szpitalach, ale ze szkół muszą zniknąć. Zaczyna się (prowadzony często ukradkiem) proces usuwania krzyży. Przebiega różnie. W wielu szkołach dochodzi do protestów. Rodzice zaczynają zbierać podpisy. Uczniowie strajkują, próbują odwrócić decyzję władz. Niestety, bezskutecznie. Dramatyczny przebieg miał okupacyjny strajk uczniów w szkole we Włoszczowie, lecz jeszcze większy zasięg i wyjątkowy charakter miał protest w Miętnem k. Garwolina.

My chcemy Boga w książce, w szkole

Zespół Szkół Rolniczych w Miętnem, zbudowany w 1977 r. przy osobistym zaangażowaniu komunistycznego generała i premiera PRL Piotra Jaroszewicza, miał kształcić i przygotowywać przyszłe kadry PGR. Tu intensywniej niż gdziekolwiek indziej prowadzono komunistyczną indoktrynację – „pierekowkę dusz”. Spora grupa uczniów, wyrwana z rodzinnych środowisk, mieszkała w internacie przylegającym do szkolnego kompleksu w starym dworskim parku. 5 grudnia 1983 r. rano uczniowie zauważyli, że ze ścian szkolnych pracowni zniknęły krzyże. Wystosowali petycję do dyrektora z żądaniem wyjaśnienia sprawy i przywrócenia krzyży. 19 grudnia władze szkoły zarządziły apel, podczas którego dyrektor ogłosił, że w szkole nie ma miejsca na „ideologiczne emblematy”. Sześciuset uczniów zgromadzonych w holu odmówiło powrotu do klas, a gdy dyrektor przez mikrofon groźbami zmuszał ich do powrotu na zajęcia, uczniowie, stojąc w miejscu, tupaniem w parkiet zagłuszyli jego wrzaski. Gdy próbował ich dyscyplinować, wykrzykując po nazwisku konkretne osoby, uczniowie – jak na komendę – odwrócili się plecami i zaczęli śpiewać „My chcemy Boga”. Po kilku godzinach okupacji szkolnego holu dopiero obietnica negocjacji z przedstawicielami klas sprawiła, że uczniowie rozeszli się. Na rozmowy z dyrektorem zjawiło się nie, jak on przewidywał, po jednej osobie z każdej klasy, ale ponad pół setki uczniów, informujących, że są też z nimi przedstawiciele internatu.

Reklama

Bohater zbiorowy

Takiej gromady nie można łatwo zastraszyć, przekupić czy zmanipulować. W kolejnych dniach uczniowie wykazali się wielokrotnie nadzwyczaj dojrzałą postawą, redagując pisma protestacyjne, postulaty i żądania kierowane do władz. Powoływali się w nich na konstytucję, wolność wyznania, prawa ucznia, prawa człowieka. W miejsce zdjętych krzyży przynieśli nowe, a gdy i te zniknęły, zażądali ich zwrotu w obawie przed profanacją. Uznali, że symbolu wiary nie można narażać na niegodne traktowanie. Fenomenem protestu był też wspólnotowy charakter wszystkich działań. Choć można, oczywiście, wskazać tych bardziej aktywnych, w tym na pewno Jarka Maczkowskiego, który zanim pojawił się w szkole, widział z bliska strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., to – jak podkreślają sami uczestnicy – w Miętnem objawił się w czystej postaci tzw. bohater zbiorowy. Żądania uczniów poparło sześcioro nauczycieli, a specjalny list do dyrekcji z prośbą o powrót krzyży napisali księża z kościoła parafialnego w Garwolinie. Od następnego dnia szkolny protest rozpracowywała Służba Bezpieczeństwa. W Boże Narodzenie ksiądz dziekan polecił odczytać we wszystkich kościołach komunikat o profanacji szkolnych krzyży. Sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, stając się przedmiotem dyskusji na wojewódzkich naradach partyjnych. Była też przedmiotem spotkania w ministerstwie oświaty. W obronie uczniów zdecydowanie wystąpił ordynariusz siedlecki bp Jan Mazur, który 31 grudnia 1983 r. spotkał się z wojewodą. Uczniowie nawiązali również kontakt z ks. Jerzym Popiełuszką, wysyłając do Warszawy swoich przedstawicieli na Msze św. za Ojczyznę. Do dziś w archiwach szkolnych znajduje się swoista relikwia – odręczny list ks. Jerzego, w którym solidaryzuje się on z „młodzieżą, która dała Polsce wzór, jak trzeba walczyć w obronie znaku Krzyża Chrystusowego”. Wobec nauczycieli, którzy opowiedzieli się po stronie uczniów, posypały się groźby i represje ze strony SB i władz oświatowych.

Strajk

Po zakończeniu ferii, 9 stycznia 1984 r. uczniowie zażądali przywrócenia krzyży, a gdy dyrektor odmówił, nie poszli na lekcje. Zajęli szkolną aulę, gdzie, czekając na przedstawicieli władz wojewódzkich i kuratorium, śpiewali pieśni religijne. Podobnie wyglądał kolejny dzień. Delegacja z Siedlec z wicewojewodą i dyrektorem wydziału ds. wyznań przyjechała, ale spotkała się tylko z radą pedagogiczną, odmawiając rozmów z uczniami. W końcu 11 stycznia, późno w nocy, zawarto porozumienie. Krzyże zostaną zwrócone uczniom, a ci przekażą je do kościoła, natomiast jeden pozostanie w szkolnej bibliotece lub przed wejściem głównym. Następnego dnia uczniowie kontynuowali protest do momentu, aż dyrekcja zwróciła krzyże przedstawicielom uczniów i dwóm nauczycielom. Ok. 500 uczniów przemaszerowało pieszo prawie 5 km do kościoła w Garwolinie. Ponieważ władze nie wywiązały się z obietnicy przywrócenia w szkole nawet jednego krzyża, w kościołach diecezji siedleckiej wierni zaczęli zbierać podpisy. Szkolne krzyże, zdeponowane w kościele w Garwolinie, trafiły do innych parafii, gdzie zorganizowano adoracje i czuwania. Bp Jan Mazur w tym czasie wysyłał pisma protestacyjne do Rady Państwa, do Wojciecha Jaruzelskiego, a w końcu – wobec braku odpowiedzi – podjął post o chlebie i wodzie. Podczas wywiadówki 19 lutego rodzice zawiesili krzyże, które po dwóch dniach dyrekcja znów zdjęła, ale tym razem zostały podrzucone w nocy, w kartonie, na schody mieszkania organisty. Następnego dnia księża Stanisław Bieńko, Michał Śliwowski i Sławomir Żarski przynieśli krzyże do szkoły i wręczyli uczniom, a ci zawiesili je w klasach. Dyrekcja ponownie zdjęła krzyże. Ten scenariusz powtórzył się jeszcze raz 1 marca.

Skoro krzyże znów zdjęto, biskup przekazał uczniom małe drewniane krzyżyki, które od tej pory uczniowie nosili na piersiach. O walce uczniów o krzyże stale informowały Radio Wolna Europa i prasa podziemna. Zmagania uczniów śledziła opinia publiczna w Polsce i na Zachodzie. Każdego dnia meldunki lądowały bezpośrednio na biurkach Kiszczaka i Jaruzelskiego. W kościołach prowadzono modlitwy i akcje protestacyjne. W obronie uczniów z Miętnego zabierali głos przedstawiciele podziemnej Solidarności. Uczniowie wspominali, że podczas strajku frekwencja wynosiła 100 proc.

Tam, gdzie stało ZOMO

Punktem zwrotnym był dzień 6 marca i przemarsz do Garwolina ponad 350 uczniów, do których dołączyli uczniowie innych szkół – technikum i liceum. Następnego dnia uczniowie proklamują strajk okupacyjny. Zostają w szkole, odmawiają Różaniec i Apel Jasnogórski, śpiewają piosenki oazowe, śpią na matach wyciągniętych z sali gimnastycznej. Do Garwolina i w rejon szkoły kierowane są oddziały ZOMO. Wieczorem, ok. godz. 21, do szkoły wkracza prokurator i WSW, grożąc uczniom, którzy ukończyli 18 lat, wcieleniem do wojska. Uczniowie uciekają ze szkoły, formując zwartą kolumnę, szosą Warszawa – Lublin (obecnie krajowa 17). Idą w kierunku Garwolina. Po drodze, na sygnale, migając błękitnymi światłami, wyprzedza ich kolumna ZOMO i przed miastem, na wysokości stacji benzynowej, blokuje drogę. Naprzeciwko nastoletnich uczniów, w większości dziewcząt, wyrasta ściana drabów w rynsztunku bojowym, w hełmach, maskach, z tarczami. Z daleka słychać łomot – uderzenia w tarcze wielkimi pałkami. Dzieci – zziębnięte, zmęczone i głodne, osłabione strajkiem – uciekają po zamarzniętych grudach w pola, przewracają się. Kilka dziewczyn mdleje. W kościele w Garwolinie zaczynają bić dzwony. Na wezwanie zjawiają się wierni i wyruszają sporą grupą w kierunku Miętnego, ale i oni napotykają milicyjną blokadę. Dzieci przedostają się do internatu. Rano władze podstawiają po uczniów autokary, ale ci uciekają i grupami, różnymi drogami, przedzierają się do kościoła. Część zostaje otoczona przez oddział milicji na cmentarzu. Rzucając kamieniami w dzwon kaplicy cmentarnej, udaje im się zwrócić uwagę, że znaleźli się w potrzasku. Księża wysyłają po nich taksówki i prywatne samochody i przywożą do kościoła.

Niezwykłe było to nabożeństwo. Kamera korespondenta zagranicznej telewizji utrwaliła stojące przed kościołem milicyjne budy, a w kościele młodych ludzi z krzyżami na piersiach, z gitarami. Śpiew, modlitwa, łzy i poruszająca homilia księdza proboszcza...

Niezłomni

Następnego dnia – 9 marca uczniowie wraz ze swym duszpasterzem ks. Sławomirem Żarskim udali się w pielgrzymce na Jasną Górę. Do dziś znakiem ich obecności jest wotum – krzyż z Miętnego, widoczny na ścianie po prawej stronie bocznego ołtarza w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Tymczasem władze uznały, że jedynym wyjściem jest rozwiązanie szkoły i ogłoszenie nowego naboru. Warunkiem przyjęcia było podpisanie przez uczniów i rodziców zgody, że w szkole krzyży nie będzie. Zdecydowana większość (w tym maturzyści) nie podpisała zgody. Skazali się tym samym na poniewierkę, zmianę szkół, przerwę w edukacji. Za uczniami wysłano wilcze listy i tylko odwadze dyrektorów innych szkół zawdzięczają oni ukończenie nauki. Natomiast władze, chcąc uratować szkołę, a także z powodu ostrej reakcji Episkopatu, odstępują od wymogu składania przez uczniów oświadczeń i 6 kwietnia podpisują porozumienie przywracające krzyż w szkolnej czytelni. Dzieci walkę wygrały.

Z grona obrońców krzyża zrodziły się trzy powołania zakonne, a syn jednej z nauczycielek wstąpił do seminarium. Zadziwiające jest to, że w konfrontacji z totalitarną władzą córki i synowie z chłopskich rodzin zachowali się godniej niż niejeden profesor, znany dziennikarz, pisarz, reportażysta czy elektryk mający prezydenckie aspiracje.

Pamięć i zobowiązanie

Życie dopisało do tej historii dwie pointy. Kiedy kilka lat temu badałem sprawę strajku w Miętnem, spotkałem się z jedną z tych nauczycielek, które poparły uczniów. Bodaj jako jedyna została po latach przywrócona do szkoły i pracuje do dziś. Siedzimy w tym samym pokoju nauczycielskim, gdzie łamano sumienia uczniów, gdzie groźbą, szantażem wymuszano podpisywanie oświadczeń. Jesteśmy sami, a nauczycielka opowiada mi tę historię prawie szeptem, zerkając chyłkiem na drzwi. Dlaczego? Ponieważ dyrektorem jest ten sam człowiek, którego przysłano po rozwiązaniu szkoły, by tworzyć placówkę na nowo – bez krzyża!

Wikary – ks. Sławomir Żarski, który wtedy wspierał uczniów i bronił ich przed ZOMO, po latach trafił do ordynariatu polowego, uzyskał stopień pułkownika i został najbliższym współpracownikiem biskupa polowego Tadeusza Płoskiego. Po tragicznej śmierci biskupa pod Smoleńskiem to właśnie on, jako naturalny sukcesor nieżyjącego ordynariusza polowego, celebrował uroczystą Mszę św. w dniu Święta Niepodległości 11 listopada 2010 r. Uczestniczyli w niej prezydent Bronisław Komorowski i przedstawiciele rządu RP. Płomienne patriotyczne kazanie, nawiązujące do powinności polityków, ale też wspominające ofiary katastrofy smoleńskiej, tak bardzo nie spodobało się prezydentowi, że zaraz po Mszy św. publicznie skrytykował kapłana. Według dobrze poinformowanych źródeł, zablokowało to szanse ks. Żarskiego na objęcie posługi ordynariusza polowego. Historia potrafi zaskakiwać, bo oto przeciwnik krzyża z Krakowskiego Przedmieścia mści się na obrońcy krzyża z Miętnego.

Okrągła, 30. rocznica to dobra okazja, by upomnieć się o pamięć o bohaterach z Miętnego. Niech ich postawa będzie powodem do dumy i źródłem inspiracji. Bo obrona krzyża, wolności i wartości ojczystych znów jest powinnością. Życie dostarcza nam aż nadto ponurych przykładów, wobec których jesteśmy zobowiązani stanąć jak uczniowie z Miętnego. Na szczęście objawia nam też ciągle nowych ich następców – obrońców wiary i godności Polski, z których możemy być dumni – takich jak złoty medalista Kamil Stoch czy kompozytor i pianista Włodzimierz Pawlik, wspaniały katolik i patriota, tegoroczny zdobywca Grammy Awards – najbardziej prestiżowej nagrody muzycznej.

* * *

Jan Pospieszalski – współautor programu „Bliżej” w TVP Info i jego prowadzący, szef Działu Kultury w „Gazecie Polskiej Codziennie”, muzyk, publicysta

Tagi:
historia wspomnienia rocznica

Wspomina ostatni szkolny kolega Karola Wojtyły

2018-06-06 10:32

Eugeniusz Mróz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 20-22

Po raz ostatni zasiedli w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywali się do matury. Nie przypuszczali, że już wkrótce przyjdzie im złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu

Graziako/Niedziela
Eugeniusz Mróz

Gdy przekraczaliśmy progi neoklasycznego Państwowego Gimnazjum im. Marcina Wadowity, przy ul. Adama Mickiewicza w Wadowicach, witała nas wmurowana w 1889 r. – trzy lata po założeniu wadowickiego gimnazjum – tablica-inskrypcja napisana heksametrem daktylicznym Albiusa Tibullusa, żyjącego w I wieku przed Chrystusem przyjaciela rzymskich poetów Horacego i Owidiusza.

„Casta placent superis,
pura cum veste venite
et manibus puris
sumite fontis aquam”.

„Najwyższemu podobają się dusze czyste,
przybywajcie w szatach czystych
i czystymi rękoma
czerpcie wodę ze źródła”.

Ta sentencja rzymskiego pisarza, poety, filozofa była dla nas, uczniów ośmioklasowego gimnazjum w Wadowicach, wademekum w zdobywaniu wiedzy w prawdzie, przekazywanej nam przez naszych profesorów, wychowawców, starszych przyjaciół, umacniała nas w koleżeńskiej solidarności, przyjaźni... Słowa rzymskiego filozofa krzepiły nas w latach nauki, krzepiły w okresie niemieckiej i sowieckiej okupacji.

Na naszych koleżeńskich zjazdach absolwentów rocznika 1938 wadowickiego gimnazjum, z udziałem Karola Wojtyły – „Lolka”, ze wzruszeniem i radością cytowaliśmy strofy Albiusa Tibullusa: „Casta placent superis...” oraz w języku greckim pierwsze wersety „Iliady” Homera: „Menin aeide, thea”...

Po raz ostatni zasiedliśmy w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywaliśmy się do matury – egzaminu naszej dojrzałości. Warunkiem dopuszczenia do maturalnych egzaminów było uzyskanie pozytywnych wyników ze wszystkich przedmiotów na trzeci kwalifikacyjny okres. Do egzaminu pisemnego można było wybrać język polski lub historię oraz dwa języki obce – łacinę, grekę, język niemiecki, a do egzaminu ustnego jako czwarty przedmiot – trzeci język obcy lub matematykę. Języka łacińskiego uczyliśmy się od klasy czwartej, greckiego – od piątej, niemieckiego – już w szkole powszechnej. Kto z nas egzamin pisemny z danego przedmiotu napisał z wynikiem dobrym, nie zdawał go ustnie.

Karol Wojtyła – „Lolek” – najzdolniejszy, najpilniejszy z nas, który przez lata nauki w wadowickim gimnazjum miał najwyższe noty, egzamin pisemny zdawał z języka polskiego, z łaciny i greki, wszystkie z wynikiem bardzo dobrym. Mimo tego musiał obowiązkowo ustnie zdawać jeden przedmiot – wybrał język niemiecki.

Zdali wszyscy – czterdziestu dwóch, w tym dwóch eksternistów – Zygmunt Kręcioch i Tadek Bryzek.

Żegnając nas, już jako absolwentów gimnazjum, dyrektor Jan Królikiewicz powiedział m.in.: „Dziękuję wam za przykładną i wzorową pracę na terenie szkoły. Życzę wam, byście godnie zamknęli łańcuch ośmioletniego gimnazjum...”.

W naszym imieniu, już absolwentów, Karol Wojtyła w serdecznych słowach podziękował gronu profesorskiemu za pracę nad naszymi młodymi umysłami i zapewnił, że udzielonymi nam wskazaniami zawsze będziemy się kierować.

Pożegnanie ze szkołą miało miejsce 27 maja. Wspaniała biesiada – komers, obecnie studniówka – w restauracji Wysogląda wraz z naszymi maturalnymi rówieśniczkami z prywatnego Gimnazjum im. Michaliny Mościckiej – to miły akord kończący naszą ośmioletnią edukację.

Gdy się rozstawaliśmy, nie przypuszczaliśmy, że już wkrótce przyjdzie nam złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu. Nie sądziliśmy, że nasze koleżeńskie spotkanie odbędzie się dopiero za kilka lat, a wielu z nas nie będzie już w nim uczestniczyć.

Rozpierzchliśmy się w różne strony. Część kolegów podjęła różne prace, studia na uniwersytetach w Krakowie, Warszawie, we Lwowie, w Poznaniu, Gdańsku. Większość jednak otrzymała wezwanie do odbycia służby wojskowej, najpierw w Junackich Hufcach Pracy.

Wybuch wojny, w piątek 1 września 1939 r., zastał nas w różnych sytuacjach, w różnych miejscach. Już w pierwszych dniach września 1939 r. padł w okolicy Dębicy Zbyszek Gałuszka, miał 18 lat. Urodził się z Toruniu, wraz z rodziną zamieszkał w Śleszowicach. Mieszkał na stancji w Wadowicach. Po maturze został powołany do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, a kampanię wrześniową odbywał w 3. Pułku Ułanów w Tarnowskich Górach. Zginął wraz z dwoma ułanami jako dowódca zwiadu.

Na stokach kopca Kościuszki w Krakowie, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia, w pierwszym roku wojny, został rozstrzelany Józek Wąsik z Zawadki. Wraz z nim członkowie ruchu oporu – Stefan Boryczka, Jan Dudoń, Mojżesz Melman, Stefan Węgrzyn.

Tę konspiracyjną grupę zorganizował i nią dowodził artysta malarz i rzeźbiarz Wicek Bałys. Zginął w wieku 33 lat.

W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie walczyli: Władek Balon, Zdzisiek Bernaś, Tadek Czupryński, Tolek Galwin, Staszek Jura, Jurek Kluger, Mietek Nowobilski, Tomek Romański, Staszek Bartosik, Rudek Kogler.

W walkach o Monte Cassino wsławiło się pięciu naszych kolegów – Tomek Romański, Rudek Kogler, Tadek Czupryński, Jurek Kluger, Zdzisiek Bernaś.

Szczególnie wielką odwagę i poświęcenie wykazał Tomek Romański, urodzony w Nowym Wiśniczu. Po maturze rozpoczął służbę w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, brał udział w wojnie obronnej. Dotarł do Tarnopola, skąd przedostał się na Węgry i tam był internowany wraz ze Staszkiem Jurą, Zdziśkiem Bernasiem, Rudkiem Koglerem. Na wiosnę 1940 r. przez Jugosławię dotarł do Turcji, a stamtąd – do Bejrutu. W maju 1940 r. jako żołnierz Brygady Strzelców Karpackich walczył przy boku armii francuskiej do czasu jej haniebnej kapitulacji.

Dalsze wojenne losy Tomka to tereny Palestyny, Egiptu, Tobruku, Iraku.

W maju 1944 r. był jednym ze zdobywców Monte Cassino, którzy pierwsi zatknęli polską flagę na murach klasztoru Monte Cassino. Wiele stronic poświęcił bohaterskiemu Tomkowi Romańskiemu w swym reportażu wojennym Melchior Wańkowicz. Tomek po zakończeniu wojny wrócił wraz ze Staszkiem Jurą, lotnikiem RAF-u, i Staszkiem Bartosikiem do rodzinnego Wiśnicza. Zamiast pochwał i wyróżnień spotkały go ze strony władz reżimu komunistycznego prześladowania, inwigilacja. Przez dłuższy okres nie mógł znaleźć pracy ani zyskać mieszkania. W grudniu 1994 r. zakończył życie.

W niemieckich obozach koncentracyjnych zginęło naszych trzech kolegów:

Jasiu Banaś, urodzony w Rabie Wyżnej, powołany do Szkoły Podchorążych Broni Pancernych. Walczył w wojnie obronnej 1939 r. Zbiegł z niewoli niemieckiej do Hiszpanii. Ciężko pracował w kopalniach, był prześladowany, żył w nędzy. Zmarł w 1942 r. w obozie Miranda de Ebro.

Wiktor Kęsek, urodzony w Wadowicach. Po maturze rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W czasie okupacji niemieckiej mocno zaangażowany wraz z Antkiem Bohdanowiczem w Narodowej Organizacji Wojskowej. Na skutek zdrady niemieckiego konfidenta, leśnika z Suchej, został aresztowany; mimo okrutnych tortur m.in. w więzieniu w Mysłowicach nie zdradził swej organizacji. Przewieziony do Auschwitz i Mauthausen, gdzie został rozstrzelany 8 lipca 1943 r.

Trzeci nasz kolega, zamordowany w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, to Zbyszek Nowobilski, starszy brat Mietka, również naszego gimnazjalnego kolegi. Urodził się w Palczy. Po rozbiciu jego pułku wrócił w okolice Wadowic, do Gorzenia Dolnego, w mundurze, w pełnym rynsztunku. W pobliżu miejsca, gdzie mieszkała rodzina Nowobilskich, która zachowywała tradycje narodowe, była wielka góra, zwana „Dzwonkiem”. Dzwon z tej niewielkiej kapliczki rozpędzał nad Gorzeniem i okolicą chmury deszczowe. „Na Dzwonku” znajdowała się dobrze zakonspirowana polna jamka – miejsce konspiracyjnej organizacji. Przewodził jej senior, nauczyciel Jan Nowobilski wraz ze swym sąsiadem Walentym Tomalikiem. Zbyszek podjął pracę w składnicy opału w Sporyszu k. Żywca i równocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego łącznika między powiatami: bielskim, żywieckim i wadowickim. Często przez góry odwiedzał Gorzeń – „Dzwonek”, by przekazać konspiracyjne materiały. Zdekonspirowany, aresztowany przez gestapo w 1941 r. na ulicy w Bielsku, przeszedł ogromne tortury w więzieniu w Mysłowicach, ale nie ujawnił swej konspiracyjnej działalności. W stanie agonalnym został przewieziony do Auschwitz, w 1942 r. zakończył swe życie.

W wojennych bojach wsławiło się trzech naszych kolegów:

Władek Balon dojeżdżał pociągiem z Przeciszowa k. Zatora. Ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Do zakończenia wojny obronnej dotarł do Wielkiej Brytanii i tam walczył w 316. Dywizjonie Myśliwskim „Warszawskim”. Jako pilot w stopniu porucznika zginął w sierpniu 1942 r. w nurtach kanału La Manche.

Tadek Czupryński z Zatora. Po maturze wraz ze Zbyszkiem Siłkowskim ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Wywieziony do Związku Sowieckiego wraz z matką ciężko pracował w sowchozie w Pawłodarze. Mieszkali w lepiance, często przymierali głodem, żywili się „zupą” z traw łąkowych. Uciekł z sowchozu i po licznych bolesnych perypetiach przedarł się do tworzącej się w ówczesnej Persji armii gen. Władysława Andersa. Brał udział w kampanii włoskiej. W marszu armii polskiej, by wyzwolić Ankonę, Bolonię, jako dowódca zwiadu padł w lipcu 1944 r. pod Scapezzano, 30 km od Ankony. Tadek spoczął w Loreto, na jednym z czterech polskich cmentarzy wojennych na ziemi włoskiej.

Nasz Wielki Kolega – Jan Paweł II w czasie jednej z wizyt we włoskich diecezjach oddał hołd swemu bohaterskiemu koledze z wadowickiego gimnazjum. W skupieniu i zadumie uniósł do niebios modlitwę.

Również my, koledzy Tadka, we wrześniu 1994 r. – w czasie jednego z koleżeńskich spotkań w Italii wspólną modlitwą uczciliśmy jego poświęcenie dla wolności Polski.

Niezwykłe dzieje wojenne przeszedł młodszy brat Zbyszka – Mietek Nowobilski, urodzony w Palczy. Po maturze – w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, następnie w Szkole Podchorążych Piechoty. Uciekł z niewoli niemieckiej, a w styczniu 1940 r. przez Węgry i Jugosławię dotarł do Francji; w tym czasie nadal prowadził walkę z Niemcami. Mietek znów dostał się do niewoli niemieckiej i znów udało mu się zbiec. Wrócił do Gorzenia Dolnego. Po krótkim pobycie „Na Dzwonku” przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję, obdarzony wielką odwagą i wolą walki przeciwko zbrodniczej armii niemieckiej, dotarł do Palestyny. Zgłosił się do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Początkowo przyjęty nieufnie, pozytywnie zweryfikowany dzielnie walczył jako dowódca samochodów pancernych z otwartą górą, często zwanych „carrierami”. W grudniu 1941 r., po bohaterskich walkach, trafiony zdradziecko pociskiem artylerii włoskiej pod Ghazalą zginął w płomieniach swego pancernego pojazdu.

Wadowiczanie: Poldek Zweig i Zygmunt Selinger, po internowaniu aż na Syberię, barką po rzece Ob zamierzali dotrzeć do armii gen. Andersa. Sowieccy żołnierze odcięli linę barki od lądu. Utonęli wszyscy syberyjscy uchodźcy – czterystu, a wraz z nimi nasi koledzy Poldek i Zygmunt.

Profesorowie wadowickiego gimnazjum nie ugięli się przed niemieckim okupantem. Z narażeniem życia prowadzili zajęcia na konspiracyjnych kampusach, dzięki czemu przeszło 70 uczniów mogło ukończyć szkołę średnią.

Nasz katecheta – ks. dr Edward Zacher przez ponad 5 lat konspiracyjnie kształcił młodzież.

Po zakończeniu II wojny światowej część kolegów podjęło prace w różnych zawodach. Wyższe studia wydały 3 lekarzy medycyny, 2 lekarzy weterynarii, 6 ekonomistów, 2 księgowych, 3 inżynierów, 2 księży: oprócz Karola Wojtyły – Karol Kurek, który jako wikariusz jednej z parafii ziemi krakowskiej na skutek słabego zdrowia wcześnie zmarł.

Gdy nasz wspaniały kolega z ławy szkolnej Karol Wojtyła zasiadał na Watykanie jako Jan Paweł II – namiestnik Chrystusa, nie zapomniał o swych kolegach z wadowickiego gimnazjum. Słał do nas serdeczne listy, kilkakrotnie spotkał się z nami w rodzinnym mieście Wadowicach, w Rzymie, w Watykanie, w letniej rezydencji papieży w urokliwym Castel Gandolfo, nad jeziorem w Górach Albańskich.

Zawsze serdeczny, otwarty, bez dystansu, z gorącym sercem dla swych wadowickich kolegów.

Pierwsze nasze spotkanie absolwentów wadowickiego gimnazjum 1938 r. odbyło się w licznej jeszcze grupie naszych profesorów, koleżanek rówieśniczek, w lipcu 1948 r. w Wadowicach – w 10. rocznicę matury; również w Wadowicach świętowaliśmy 20. rocznicę we wrześniu 1958 r. Rok 1966 to setna rocznica założenia naszego gimnazjum.

Czerwiec 1979 r. na zawsze radośnie pozostanie w naszych sercach. Pierwsze spotkanie z Karolem jako papieżem. Następnie w czerwcu 1983 r. w Mistrzejowicach i w Krakowie.

W pierwszych dniach czerwca 1997 r. zjechaliśmy do stolicy Tatr – Zakopanego. Niepowtarzalne piękno gór z panującym nad Zakopanem wysokim krzyżem na Giewoncie, liczne kapele i chóry, stroje góralek i górali, blask czerwcowego słońca – wszystko to tworzyło wspaniały, radosny nastrój. Dzieci z zakopiańskich szkół na powitanie Wielkiego Gazdy Gór śpiewały: „Witojcież, Ojcze Świenty, witojcież, ostomiły, pod Giewontu turniami”.

W uroczej scenerii gór i jeziora Albano w sierpniu 1998 r. gościliśmy w Castel Gandolfo, letniej papieskiej rezydencji. To była 60. rocznica matury.

Po raz ostatni spotkaliśmy się z Janem Pawłem II 21 sierpnia 2002 r. w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich w Krakowie, już w znacznie skromniejszym gronie. Papież na wózku wrócił ze spotkania na krakowskich Błoniach z licznymi pielgrzymami przybyłymi nie tylko z Polski, ale i z okolicznych krajów. Nie śpiewaliśmy jak na poprzednich spotkaniach ulubionych piosenek harcerskich, młodzieżowych, ja nie przygrywałem na harmonijce. Ze smutkiem zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz Wielki Kolega, Przyjaciel „Lolek” – Jan Paweł II, Papież Nadziei, odchodzi do wieczności.

Wspomniałem: „Ojcze Święty, byłoby nam wszystkim, Twoim kolegom i koleżankom, radośnie i krzepiąco na dalsze lata, kończące ziemską wędrówkę, spotkać się w Wadowicach, Krakowie lub u Ciebie w Watykanie w 65. rocznicę wadowickiej matury”. Jan Paweł II na chwilę się zadumał i po chwili rzekł: „Jak Bóg da, zobaczymy”.

W sobotę 26 maja 2018 r. w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach koncelebrowana była uroczysta Msza św. poświęcona pamięci absolwentów wadowickiego gimnazjum rocznika 1938.
Homilię wygłosił ks. prof. Edward Staniek, absolwent 1959 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Kostaryka: biskupi – związek jednopłciowy to nie małżeństwo

2018-08-18 17:28

vaticannews / San José (KAI)

Biskupi Kostaryki ubolewają nad zarządzeniem Izby Konstytucyjnej Sądu Najwyższego, która wsparła w tym kraju tzw. „małżeństwa jednopłciowe”. Decyzja była odpowiedzią na petycję złożoną przez jeden z ruchów LGBT.


Chęć niedyskryminowania osób homoseksualnych nie uprawnia państwa do podkopywania naturalnego porządku małżeństwa i rodziny – ostrzega kostarykański episkopat. Dodają, że niesłuszne byłoby uznawanie związków jednopłciowych jako równych małżeństwu. Hierarchowie potwierdzają poszanowanie dla porządku prawnego w Kostaryce, jednocześnie ubolewając nad tym, że Izba Konstytucyjna nie odrzuciła petycji, podważając istotę i naturalną funkcję rodziny.

Powołując się na adhortację apostolską "Amoris laetitia" papieża Franciszka przypominają jego słowa, że związki jednopłciowe nie mogą być tak po prostu zrównane z małżeństwem. Żaden związek, który jest tymczasowy, czy zamknięty na przekazywanie życia nie może zapewnić przyszłości społeczeństwu.

Od dnia podjęcia decyzji przez Sąd Najwyższy Zgromadzenie Narodowe ma 18 miesięcy, aby przyjąć ustawę regulującą tę kwestię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sekretarz generalny KEP: świętość jest dla każdego z nas

2018-08-18 20:36

BPKEP / Poznań (KAI)

Świętość, nie jest zarezerwowana dla nielicznych. Wpatrzeni we wzór życia bł. s. Sancji ożywmy w nas na nowo pragnienie świętości - mówił sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski bp Artur Miziński w homilii wygłoszonej w sobotę 18 sierpnia w parafii pw. św. Rocha w Poznaniu. Przewodniczył tam Mszy św. z okazji odpustu ku czci bł. s. Sancji Janiny Szymkowiak.

BP KEP
Bp Artur Miziński

"Kościół nieustannie przypomina nam, że powołanie do świętości dotyczy każdej i każdego z nas" - mówił bp Artur Miziński w Sanktuarium bł. s. Sancji Szymkowiak.

Podkreślił, że nie możemy traktować świętych tylko jako orędowników u Boga, ale musimy przede wszystkim nauczyć się ich naśladować i za ich przykładem podążać ku zbawieniu. Przywołując słowa św. Jana Pawła II o tym, że święci są czasem po to, aby nas zawstydzać, zachęcał do zastanowienia się, czy dziś postrzegamy świętość jako realny cel naszego życia, jako zadanie, do którego jesteśmy powołani, czy też raczej jako model życia zarezerwowany dla nielicznych - kapłanów czy sióstr zakonnych.

Sekretarz Generalny Episkopatu nawiązywał też do słów Ojca Świętego Franciszka, który w swojej adhortacji „Gaudete et exultate” o powołaniu do świętości w świecie współczesnym podkreślał, że świętość jest dla każdego, w takiej sytuacji życiowej i w takim powołaniu, w jakim się aktualnie znajduje. „Cechą świętości jest normalność, innymi słowy naturalność życia według wskazań Boga. Przykładem takiej „normalnej” świętości może być dla każdego z nas właśnie siostra Sancja - Janina Szymkowiak" - mówił bp Miziński i przywoływał wydarzenia z życia Błogosławionej.

Zwracając się do zebranych, zachęcał do refleksji nad tym, czy w ich domach jest czas i miejsce na wspólną modlitwę, opowiadanie historii z życia świętych, wspólną niedzielną Eucharystię, czytanie Pisma Świętego i kształtowanie w swoich dzieciach ducha patriotyzmu. Podkreślał, że mimo że nasza ojczyzna jest dziś wolna, to potrzebuje naszej miłości. "Aby młode pokolenie wiedziało, co jest w życiu wartościowe, potrzebny jest nasz wspólny wysiłek – rodziców, szkoły i Kościoła. W przeciwnym razie pójdą za tymi, którzy zaoferują im łatwe i przyjemne rozwiązania i nie stawiają żadnych wymagań" - mówił.

Nawiązując do szczególnego rysu zakonnego powołania bł. Sancji, jakim było miłosierdzie, bp Miziński podziękował siostrom serafitkom, za prowadzone przez nie dzieła, jak: Dom Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży, Ośrodek Rewalidacyjno-Wychowawczy im. bł. Sancji Szymkowiak, przedszkola, stołówki dla ubogich, zakłady opiekuńczo-lecznicze czy świetlice środowiskowe, a także duszpasterstwo misyjne w Gabonie i Boliwii.

Na zakończenie homilii sekretarz generalny KEP zachęcił do ożywienia pragnienia świętości. "Miłosierdzie, podobnie jak świętość, nie jest zarezerwowane dla nielicznych. Wymaga ono tak naprawdę tylko jednego – miłości" - powiedział, zapraszając, aby w codziennym życiu dawać świadectwo o naszej wierze i miłości Boga i człowieka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem