Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Duma i zobowiązanie

2014-03-04 15:17

Jan Pospieszalski
Niedziela Ogólnopolska 10/2014, str. 24-27

Dramat, który rozegrał się w nocy z 7 na 8 marca 1984 r., poprzedzony był miesiącami zmagań. Po jednej stronie stało 600 strajkujących uczniów: córek i synów z chłopskich rodzin, po drugiej stał aparat przemocy totalitarnego państwa. Młodzi mieli po 16-18 lat. W godzinie próby zachowali się bohatersko. Podjęli walkę w obronie krzyża, wiary i wolności. Nie wiedzieli, że są uczestnikami tej samej wojny, na której froncie za kilka miesięcy zginie ks. Jerzy Popiełuszko. Dlaczego ich zwycięstwo nie znalazło należnego miejsca w pamięci zbiorowej Polaków? Przecież o strajku dzieci z Wrześni, choć było ich zaledwie 21, wie każdy Polak. Czy potrafimy być dumni z młodych obrońców krzyża z Miętnego?

Zlikwidować zdobycz „Solidarności”

Dwa lata po wprowadzeniu stanu wojennego do Polski przyjechał gen. Władimir Kriuczkow – szef sowieckiego KGB. Razem z gen. Czesławem Kiszczakiem wybrali się na objazd po kraju, lustrując, na ile skutecznie udało się zniszczyć ruch „Solidarności”. Struktury związkowe rozbite, najaktywniejsi działacze – w więzieniach, wielu wypchnięto na emigrację. Podziemie jeszcze aktywne, ale stale nękane represjami i coraz bardziej kontrolowane przez agenturę. Jedynym miejscem realnego oporu, naprawdę groźnym dla systemu, pozostaje Kościół. Kriuczkow zauważa, że stan wojenny nie zdołał odebrać Polakom zdobyczy „Solidarności” – znaku krzyża w miejscach pracy, w szpitalach i szkołach. Sowiecki generał zdaje sobie sprawę, że frontalna rozprawa z Kościołem jest niemożliwa, ale krzyże w miejscach publicznych, kontrolowanych przez władze – to przejaw słabości. Rozkazuje natychmiast je usunąć. Żeby nie wywoływać masowych strajków, komuniści decydują, by (chwilowo?) zostawić krzyże w miejscach pracy i szpitalach, ale ze szkół muszą zniknąć. Zaczyna się (prowadzony często ukradkiem) proces usuwania krzyży. Przebiega różnie. W wielu szkołach dochodzi do protestów. Rodzice zaczynają zbierać podpisy. Uczniowie strajkują, próbują odwrócić decyzję władz. Niestety, bezskutecznie. Dramatyczny przebieg miał okupacyjny strajk uczniów w szkole we Włoszczowie, lecz jeszcze większy zasięg i wyjątkowy charakter miał protest w Miętnem k. Garwolina.

My chcemy Boga w książce, w szkole

Zespół Szkół Rolniczych w Miętnem, zbudowany w 1977 r. przy osobistym zaangażowaniu komunistycznego generała i premiera PRL Piotra Jaroszewicza, miał kształcić i przygotowywać przyszłe kadry PGR. Tu intensywniej niż gdziekolwiek indziej prowadzono komunistyczną indoktrynację – „pierekowkę dusz”. Spora grupa uczniów, wyrwana z rodzinnych środowisk, mieszkała w internacie przylegającym do szkolnego kompleksu w starym dworskim parku. 5 grudnia 1983 r. rano uczniowie zauważyli, że ze ścian szkolnych pracowni zniknęły krzyże. Wystosowali petycję do dyrektora z żądaniem wyjaśnienia sprawy i przywrócenia krzyży. 19 grudnia władze szkoły zarządziły apel, podczas którego dyrektor ogłosił, że w szkole nie ma miejsca na „ideologiczne emblematy”. Sześciuset uczniów zgromadzonych w holu odmówiło powrotu do klas, a gdy dyrektor przez mikrofon groźbami zmuszał ich do powrotu na zajęcia, uczniowie, stojąc w miejscu, tupaniem w parkiet zagłuszyli jego wrzaski. Gdy próbował ich dyscyplinować, wykrzykując po nazwisku konkretne osoby, uczniowie – jak na komendę – odwrócili się plecami i zaczęli śpiewać „My chcemy Boga”. Po kilku godzinach okupacji szkolnego holu dopiero obietnica negocjacji z przedstawicielami klas sprawiła, że uczniowie rozeszli się. Na rozmowy z dyrektorem zjawiło się nie, jak on przewidywał, po jednej osobie z każdej klasy, ale ponad pół setki uczniów, informujących, że są też z nimi przedstawiciele internatu.

Reklama

Bohater zbiorowy

Takiej gromady nie można łatwo zastraszyć, przekupić czy zmanipulować. W kolejnych dniach uczniowie wykazali się wielokrotnie nadzwyczaj dojrzałą postawą, redagując pisma protestacyjne, postulaty i żądania kierowane do władz. Powoływali się w nich na konstytucję, wolność wyznania, prawa ucznia, prawa człowieka. W miejsce zdjętych krzyży przynieśli nowe, a gdy i te zniknęły, zażądali ich zwrotu w obawie przed profanacją. Uznali, że symbolu wiary nie można narażać na niegodne traktowanie. Fenomenem protestu był też wspólnotowy charakter wszystkich działań. Choć można, oczywiście, wskazać tych bardziej aktywnych, w tym na pewno Jarka Maczkowskiego, który zanim pojawił się w szkole, widział z bliska strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., to – jak podkreślają sami uczestnicy – w Miętnem objawił się w czystej postaci tzw. bohater zbiorowy. Żądania uczniów poparło sześcioro nauczycieli, a specjalny list do dyrekcji z prośbą o powrót krzyży napisali księża z kościoła parafialnego w Garwolinie. Od następnego dnia szkolny protest rozpracowywała Służba Bezpieczeństwa. W Boże Narodzenie ksiądz dziekan polecił odczytać we wszystkich kościołach komunikat o profanacji szkolnych krzyży. Sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, stając się przedmiotem dyskusji na wojewódzkich naradach partyjnych. Była też przedmiotem spotkania w ministerstwie oświaty. W obronie uczniów zdecydowanie wystąpił ordynariusz siedlecki bp Jan Mazur, który 31 grudnia 1983 r. spotkał się z wojewodą. Uczniowie nawiązali również kontakt z ks. Jerzym Popiełuszką, wysyłając do Warszawy swoich przedstawicieli na Msze św. za Ojczyznę. Do dziś w archiwach szkolnych znajduje się swoista relikwia – odręczny list ks. Jerzego, w którym solidaryzuje się on z „młodzieżą, która dała Polsce wzór, jak trzeba walczyć w obronie znaku Krzyża Chrystusowego”. Wobec nauczycieli, którzy opowiedzieli się po stronie uczniów, posypały się groźby i represje ze strony SB i władz oświatowych.

Strajk

Po zakończeniu ferii, 9 stycznia 1984 r. uczniowie zażądali przywrócenia krzyży, a gdy dyrektor odmówił, nie poszli na lekcje. Zajęli szkolną aulę, gdzie, czekając na przedstawicieli władz wojewódzkich i kuratorium, śpiewali pieśni religijne. Podobnie wyglądał kolejny dzień. Delegacja z Siedlec z wicewojewodą i dyrektorem wydziału ds. wyznań przyjechała, ale spotkała się tylko z radą pedagogiczną, odmawiając rozmów z uczniami. W końcu 11 stycznia, późno w nocy, zawarto porozumienie. Krzyże zostaną zwrócone uczniom, a ci przekażą je do kościoła, natomiast jeden pozostanie w szkolnej bibliotece lub przed wejściem głównym. Następnego dnia uczniowie kontynuowali protest do momentu, aż dyrekcja zwróciła krzyże przedstawicielom uczniów i dwóm nauczycielom. Ok. 500 uczniów przemaszerowało pieszo prawie 5 km do kościoła w Garwolinie. Ponieważ władze nie wywiązały się z obietnicy przywrócenia w szkole nawet jednego krzyża, w kościołach diecezji siedleckiej wierni zaczęli zbierać podpisy. Szkolne krzyże, zdeponowane w kościele w Garwolinie, trafiły do innych parafii, gdzie zorganizowano adoracje i czuwania. Bp Jan Mazur w tym czasie wysyłał pisma protestacyjne do Rady Państwa, do Wojciecha Jaruzelskiego, a w końcu – wobec braku odpowiedzi – podjął post o chlebie i wodzie. Podczas wywiadówki 19 lutego rodzice zawiesili krzyże, które po dwóch dniach dyrekcja znów zdjęła, ale tym razem zostały podrzucone w nocy, w kartonie, na schody mieszkania organisty. Następnego dnia księża Stanisław Bieńko, Michał Śliwowski i Sławomir Żarski przynieśli krzyże do szkoły i wręczyli uczniom, a ci zawiesili je w klasach. Dyrekcja ponownie zdjęła krzyże. Ten scenariusz powtórzył się jeszcze raz 1 marca.

Skoro krzyże znów zdjęto, biskup przekazał uczniom małe drewniane krzyżyki, które od tej pory uczniowie nosili na piersiach. O walce uczniów o krzyże stale informowały Radio Wolna Europa i prasa podziemna. Zmagania uczniów śledziła opinia publiczna w Polsce i na Zachodzie. Każdego dnia meldunki lądowały bezpośrednio na biurkach Kiszczaka i Jaruzelskiego. W kościołach prowadzono modlitwy i akcje protestacyjne. W obronie uczniów z Miętnego zabierali głos przedstawiciele podziemnej Solidarności. Uczniowie wspominali, że podczas strajku frekwencja wynosiła 100 proc.

Tam, gdzie stało ZOMO

Punktem zwrotnym był dzień 6 marca i przemarsz do Garwolina ponad 350 uczniów, do których dołączyli uczniowie innych szkół – technikum i liceum. Następnego dnia uczniowie proklamują strajk okupacyjny. Zostają w szkole, odmawiają Różaniec i Apel Jasnogórski, śpiewają piosenki oazowe, śpią na matach wyciągniętych z sali gimnastycznej. Do Garwolina i w rejon szkoły kierowane są oddziały ZOMO. Wieczorem, ok. godz. 21, do szkoły wkracza prokurator i WSW, grożąc uczniom, którzy ukończyli 18 lat, wcieleniem do wojska. Uczniowie uciekają ze szkoły, formując zwartą kolumnę, szosą Warszawa – Lublin (obecnie krajowa 17). Idą w kierunku Garwolina. Po drodze, na sygnale, migając błękitnymi światłami, wyprzedza ich kolumna ZOMO i przed miastem, na wysokości stacji benzynowej, blokuje drogę. Naprzeciwko nastoletnich uczniów, w większości dziewcząt, wyrasta ściana drabów w rynsztunku bojowym, w hełmach, maskach, z tarczami. Z daleka słychać łomot – uderzenia w tarcze wielkimi pałkami. Dzieci – zziębnięte, zmęczone i głodne, osłabione strajkiem – uciekają po zamarzniętych grudach w pola, przewracają się. Kilka dziewczyn mdleje. W kościele w Garwolinie zaczynają bić dzwony. Na wezwanie zjawiają się wierni i wyruszają sporą grupą w kierunku Miętnego, ale i oni napotykają milicyjną blokadę. Dzieci przedostają się do internatu. Rano władze podstawiają po uczniów autokary, ale ci uciekają i grupami, różnymi drogami, przedzierają się do kościoła. Część zostaje otoczona przez oddział milicji na cmentarzu. Rzucając kamieniami w dzwon kaplicy cmentarnej, udaje im się zwrócić uwagę, że znaleźli się w potrzasku. Księża wysyłają po nich taksówki i prywatne samochody i przywożą do kościoła.

Niezwykłe było to nabożeństwo. Kamera korespondenta zagranicznej telewizji utrwaliła stojące przed kościołem milicyjne budy, a w kościele młodych ludzi z krzyżami na piersiach, z gitarami. Śpiew, modlitwa, łzy i poruszająca homilia księdza proboszcza...

Niezłomni

Następnego dnia – 9 marca uczniowie wraz ze swym duszpasterzem ks. Sławomirem Żarskim udali się w pielgrzymce na Jasną Górę. Do dziś znakiem ich obecności jest wotum – krzyż z Miętnego, widoczny na ścianie po prawej stronie bocznego ołtarza w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. Tymczasem władze uznały, że jedynym wyjściem jest rozwiązanie szkoły i ogłoszenie nowego naboru. Warunkiem przyjęcia było podpisanie przez uczniów i rodziców zgody, że w szkole krzyży nie będzie. Zdecydowana większość (w tym maturzyści) nie podpisała zgody. Skazali się tym samym na poniewierkę, zmianę szkół, przerwę w edukacji. Za uczniami wysłano wilcze listy i tylko odwadze dyrektorów innych szkół zawdzięczają oni ukończenie nauki. Natomiast władze, chcąc uratować szkołę, a także z powodu ostrej reakcji Episkopatu, odstępują od wymogu składania przez uczniów oświadczeń i 6 kwietnia podpisują porozumienie przywracające krzyż w szkolnej czytelni. Dzieci walkę wygrały.

Z grona obrońców krzyża zrodziły się trzy powołania zakonne, a syn jednej z nauczycielek wstąpił do seminarium. Zadziwiające jest to, że w konfrontacji z totalitarną władzą córki i synowie z chłopskich rodzin zachowali się godniej niż niejeden profesor, znany dziennikarz, pisarz, reportażysta czy elektryk mający prezydenckie aspiracje.

Pamięć i zobowiązanie

Życie dopisało do tej historii dwie pointy. Kiedy kilka lat temu badałem sprawę strajku w Miętnem, spotkałem się z jedną z tych nauczycielek, które poparły uczniów. Bodaj jako jedyna została po latach przywrócona do szkoły i pracuje do dziś. Siedzimy w tym samym pokoju nauczycielskim, gdzie łamano sumienia uczniów, gdzie groźbą, szantażem wymuszano podpisywanie oświadczeń. Jesteśmy sami, a nauczycielka opowiada mi tę historię prawie szeptem, zerkając chyłkiem na drzwi. Dlaczego? Ponieważ dyrektorem jest ten sam człowiek, którego przysłano po rozwiązaniu szkoły, by tworzyć placówkę na nowo – bez krzyża!

Wikary – ks. Sławomir Żarski, który wtedy wspierał uczniów i bronił ich przed ZOMO, po latach trafił do ordynariatu polowego, uzyskał stopień pułkownika i został najbliższym współpracownikiem biskupa polowego Tadeusza Płoskiego. Po tragicznej śmierci biskupa pod Smoleńskiem to właśnie on, jako naturalny sukcesor nieżyjącego ordynariusza polowego, celebrował uroczystą Mszę św. w dniu Święta Niepodległości 11 listopada 2010 r. Uczestniczyli w niej prezydent Bronisław Komorowski i przedstawiciele rządu RP. Płomienne patriotyczne kazanie, nawiązujące do powinności polityków, ale też wspominające ofiary katastrofy smoleńskiej, tak bardzo nie spodobało się prezydentowi, że zaraz po Mszy św. publicznie skrytykował kapłana. Według dobrze poinformowanych źródeł, zablokowało to szanse ks. Żarskiego na objęcie posługi ordynariusza polowego. Historia potrafi zaskakiwać, bo oto przeciwnik krzyża z Krakowskiego Przedmieścia mści się na obrońcy krzyża z Miętnego.

Okrągła, 30. rocznica to dobra okazja, by upomnieć się o pamięć o bohaterach z Miętnego. Niech ich postawa będzie powodem do dumy i źródłem inspiracji. Bo obrona krzyża, wolności i wartości ojczystych znów jest powinnością. Życie dostarcza nam aż nadto ponurych przykładów, wobec których jesteśmy zobowiązani stanąć jak uczniowie z Miętnego. Na szczęście objawia nam też ciągle nowych ich następców – obrońców wiary i godności Polski, z których możemy być dumni – takich jak złoty medalista Kamil Stoch czy kompozytor i pianista Włodzimierz Pawlik, wspaniały katolik i patriota, tegoroczny zdobywca Grammy Awards – najbardziej prestiżowej nagrody muzycznej.

* * *

Jan Pospieszalski – współautor programu „Bliżej” w TVP Info i jego prowadzący, szef Działu Kultury w „Gazecie Polskiej Codziennie”, muzyk, publicysta

Tagi:
historia wspomnienia rocznica

Historycy w Krakowie: Jan Paweł II przywrócił Europie świadomość swych historycznych korzeni

2018-10-10 19:02

led / Kraków (KAI)

W swoim długim pontyfikacie przez podróże, przemówienia, dokumenty, Jan Paweł II przywrócił starej Europie świadomość swych historycznych korzeni - mówili dziś w Krakowie historycy podczas konferencji „Papież zza żelaznej kurtyny”. W dwudniowych obradach uczestniczyli badacze z krajów dawnego bloku sowieckiego. Wydarzenie zostało zorganizowane przez Instytut Pamięci Narodowej we współpracy z jego węgierskim odpowiednikiem – Komitetem Pamięci Narodowej (NEB).

GRZEGORZ GAŁĄZKA

W konferencji "Papież zza żelaznej kurtyny" uczestniczyli badacze z krajów dawnego bloku sowieckiego z m. in. Rumunii, Bułgarii, Czech, Słowacji, Węgier, Litwy, Niemiec i Polski oraz ze Stanów Zjednoczonych. Głównym tematem obrad była sytuacja kościołów chrześcijańskich w dyktaturach komunistycznych, ze szczególnym uwzględnieniem działalności Jana Pawła II jako przywódcy Kościoła katolickiego. Naukowcy omówili także reakcje na wybór i wpływ pontyfikatu Jana Pawła II na sytuacje Kościoła w krajach bloku sowieckiego.

Podczas spotkania dr hab. Adam Dziurok z katowickiego IPN mówiąc o reakcjach na wybór Karola Wojtyły w Polsce. Zwracał uwagę, że niemal każdy Polak z dumą mówił wówczas "habemus papam", to według jednej z anegdot, Edward Gierek miał zareagować słowami "habemus klapam". - To jest ta zasadnicza różnica między reakcjami władz partyjno-państwowych a reakcjami społeczeństwa - podkreślił. Według niego, wybór ten oznaczał poważny problem dla władz komunistycznych. Historyk powiedział, że z raporty ówczesnych władz partyjnych i administracyjnych dowodzą, że w społeczeństwie nastąpił ogromny wybuch radości, ale odnotowano także duże ożywienie religijne. - Wierni w rozmowach z księżmi nie ukrywali zadowolenia uważając, że teraz nastały dobre czasy dla katolików - mówił dr Dziurok.

Mówiąc o stanowisku ówczesnych władz, naukowiec wyjaśniał, że władze PRL zalecały do celów propagandowych, żeby awans metropolity krakowskiego interpretować jako świadectwo korzystnej sytuacji wyznaniowej w PRL. Jak dodał, uważano, że "wybór Polaka na papieża należy rozważać w kontekście spraw ogólnonarodowych, ponieważ na takie wyróżnienie zapracował cały naród, a nie tylko Kościół, a wynik konklawe był w dużej mierze następstwem wzrostu autorytetu PRL na arenie międzynarodowej".

Natomiast dr Bernadett Wirthne Diera z węgierskiego Komitetu Pamięci Narodowej mówiła, że z dokumentów sporządzonych w tamtym czasie wynika, że przedstawiciele władz na Węgrzech oraz zarówno przedstawiciele Kościoła katolickiego przyjęli wybór Karola Wojtyły z obawami. Jej zdaniem wątpliwości te wynikały z tego, że na Węgrzech w kwietniu 1945 r. doszło do całkowitego zerwania kontaktów dyplomatycznych z Watykanem, a także przyczyniła się do tego trudna sytuacja Kościoła na Węgrzech, w jakiej znalazł się w latach 50-tych. Prelegentka zwróciła uwagę na to, że inna była reakcja węgierskiego społeczeństwa na wybór papieża Polaka. - Jednoznaczne było wrażenie, że zarówno osoby wierzące jak i niewierzące w większości przyjęły ten wybór z ogromnym entuzjazmem - mówiła.

Z kolei ks. Jan Mikrut z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie mówił, że "Jan Paweł II był brzemienny w skutkach dzięki swojej aktywności". - W ponad 1160 audiencjach generalnych wzięło udział ponad 18 milionów pielgrzymów, nie licząc audiencji i uroczystości religijnych. Papież uroczyście celebrował 147 beatyfikacji, ogłosił 1338 błogosławionych, to więcej niż przez dwa tysiące lat chrześcijaństwa. Nie chcę powiedzieć, że to lepiej, ale przez dwa tysiące lat nie było takiej liczby świętych i błogosławionych jak miało to miejsce za czasów pontyfikatu Jana Pawła II" - mówił. Jak dodał, Jan Paweł II jako pierwszy od ponad 450 lat papież niepochodzący z Włoch, odegrał ogromną rolę nie tylko dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ale dla całej Europy. - W swoim długim pontyfikacie przez swoje podróże, przemówienia, dokumenty Jan Paweł II przywrócił starej Europie świadomość swych historycznych korzeni - zaznaczył historyk.

Międzynarodowa konferencja naukowa w 40. rocznicę wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża pod hasłem „Papież zza żelaznej kurtyny" odbywała się w dniach 9-10 października w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W czwartek kontynuowana będzie w Budapeszcie. Jej zakończenie zaplanowano w siedzibie węgierskiego parlamentu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Patryk Jaki przy grobie bł. Popiełuszki

2018-10-19 13:53

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak/Niedziela

Kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy Patryk Jaki złożył wieniec oraz modlił się przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki w 34. rocznicę śmierci męczennika z Żoliborza.

Na miejscu nie udzielał wywiadów na temat swojej wizyty w kościele św. Stanisława Kostki. Po krótkiej modlitwie przy grobie bł. Popiełuszki oraz w żoliborskim sanktuarium spotkał się z rodziną kapłana i męczennika, która bardzo ciepło powitała kandydata na urząd prezydenta Warszawy.

Artur Stelmasiak/Niedziela
Spotkanie z rodziną bł. ks. Jerzego Popiełuszki

- Bardzo miło, że pan minister Patryk Jaki pamiętał w tym dniu o moim wujku. Widać, że wartości za które zginął bł. ks. Jerzego Popiełuszki są dla niego ważne - powiedział Marek Popiełuszko, bratanek ks. Jerzego Popiełuszki. - To symboliczne, że akurat w tym miejscu przyjechał modlić się przed wyborami samorządowymi. Jego obecność i zachowanie jest dla mnie bardzo ważnym znakiem, jako katolika - dodał Marek Popiełuszko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Gądecki podsumowuje trzeci tydzień synodu o młodzieży

2018-10-20 21:14

pb (KAI Rzym) / Rzym

Propozycje formułowane podczas zgromadzenia Synodu Biskupów nt. młodzieży powinny „wynikać z prawdziwego paradygmatu, jakim jest Chrystus jako wzór wszelkiego działania młodego człowieka”. Opinię taką wygłosił abp Stanisław Gądecki podsumowując dla KAI relacje z obrad 14 małych grup językowych, które dyskutowały nad trzecią częścią Instrumentum laboris – dokumentu roboczego obrad, dotyczącą tego, co Kościół może zaproponować młodzieży.

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

- Najważniejsze jest to, czy proponowane rozwiązania wychodzą od teologii, bo jest sporo praktycznych wskazań, które wychodzą od konkretnego problemu, ale nie mają osadzenia w teologii. Ważne jest, by zacząć od prawdziwego paradygmatu, jakim jest Chrystus jako wzór wszelkiego działania młodego człowieka. Jeśli nie ma się tego przed oczyma, to wtedy można podawać bardzo wiele rozwiązań, które nie mają właściwie nic wspólnego z chrześcijańską wizją młodości – wskazał metropolita poznański.

Wyznał, że osobiście bardzo go uradowało to, że dzisiaj pojawiły się wypowiedzi, które rozpoczynały od Chrystusa, od tego, co On może wnosić w życie konkretnego człowieka. Najpierw jest to powołanie do świętości, które również w młodych powinno znajdować echo. Realizuje się ono w oparciu o rodzinę szeroko pojętą: nie tylko rodziców, ale także rodzeństwo i dziadków, „rodzinę, w której powinien panować klimat świętości”.

Oczywiście, „to są raczej pragnienia niż rzeczywisty stan dzisiejszych młodych ludzi”. Ale praktyka zaczyna się od rodziców i dziadków jako pierwszych nauczycieli młodego człowieka, którzy uczą go miłości i humanizmu. Potem rolę tę przejmują wspólnoty braterskie (przyjaźnie, stowarzyszenia, które integrują młodych i zakorzeniają je w słowie Bożym) oraz katolicka szkoła i uniwersytet.

- W Polsce nie mamy zbyt wielu szkół katolickich w stosunku do innych, dlatego wołanie papieża Franciszka: „Kształcenie jest aktem miłości, dawaniem życia”, musi być też przeniesione na płaszczyznę każdej szkoły – wskazał przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

Ujawnił, że w jednej z małych grup odbyła się „rozumna dyskusja, czym właściwie jest szkoła katolicka”. – Łatwo zauważyć, że te szkoły zasadniczo cieszą się dobrą opinią, że dobrze przygotowują do życia w przyszłości, niekoniecznie jednak wychodzą z nich ludzie wierzący. Zdarza się, że ktoś kończy szkołę katolicką i już nie odnajduje się w Kościele – przyznał hierarcha.

Wskazał, że „szkoła katolicka jest częścią Kościoła, który ma zadanie ewangelizacyjne”. – Niektórzy przemawiający sprzeciwiali się temu, mówiąc, że są kraje muzułmańskie, gdzie szkoła katolicka nie może wypełniać tego zadania ewangelizując wprost, bo byłoby to związane z jej zamknięciem. W praktyce pozostaje jej tylko świadectwo życia, poprzez związki międzyludzkie – relacjonował abp Gądecki.

Podkreślił, że sensem istnienia szkół katolickich nie jest na pierwszym miejscu wychowanie dobrego obywatela, ale wychowanie dobrego katolika, czyli człowieka, który ma silną wiarę i jest w stanie ewangelizować innych.

W małych grupach wspominano także o tym, że sami młodzi nie są tylko odbiorcami ewangelizacji, że duszpasterstwo młodzieży nie jest tylko skierowane „do” ludzi młodych, ale że jest tworzone razem z nimi jako współpracownikami. Wspomniano także o roli sztuki, muzyki, sportu w ewangelizacji młodych.

Mowa była również o tym, że często liturgie w naszych kościołach w ogóle nie pociągają młodego człowieka. Z jednej strony istnieje więc konieczność tworzenia liturgii, która byłaby piękna i dostosowana do mentalności młodzieży, a z drugiej strony – dobrego katechetycznego wytłumaczenia, o co w niej chodzi i do czego ona zmierza.

Ojcowie synodalni zwrócili uwagę na pobożność ludową: pielgrzymki, zgromadzenia, eventy, które dla pewnej części młodych stanowią „pociągającą część życia Kościoła”. Wskazali na pomoce dla młodych, jakimi są YOUCAT i DOUCAT, tworzone przez środowisko wiedeńskie. – Trzeba pamiętać, że o ile katechizm dla młodzieży YOUCAT jest bardzo pożyteczny dla młodych, o tyle DOUCAT nie przedstawia kompendium całej katolickiej nauki społecznej, chociaż za taki się podaje, ale tylko jeden z jej elementów – opcję preferencyjną na rzecz ubogich – przestrzegł metropolita poznański.

Na synodzie zajęto się także sprawą ukierunkowania seksualności pod kątem przygotowania młodego człowieka do zrozumienia tego, że Pan Bóg go kocha, niezależnie od tego, kim on jest, i że pomimo wszystkich trudności, jakie napotyka na swojej drodze, obowiązują go podstawowe cnoty, takie jak czystość. – Może wielu uważa ją za rzecz antykwaryczną, nie mającą dziś nic powiedzenia, nie nadającą się na nagłówki gazet. Niemniej jednak są osoby, które ją traktują poważnie – stwierdził przewodniczący KEP.

Podczas obrad wskazywano, że młodzi uczą się bardziej z doświadczenia i własnego zaangażowania na rzecz ubogich, niż z przekazywanej im wiedzy. Chodzi więc o edukację integralną, w której najpierw trzeba wprowadzać w wymiar duchowy życia, przygotowujący do bycia użytecznym w Kościele i społeczeństwie. Następnie konieczna jest formacja w katolickiej nauce społecznej, czyli przygotowanie do tego, żeby młody człowiek był potem dobrym katolikiem, ale i dobrym prawnikiem, dobrym lekarzem czy dobrym nauczycielem. – Żeby to przygotowanie dało nam ludzi, którzy są zdolni do trzeźwej oceny życia społecznego, do wnoszenia wkładu w to życie społeczne i do przeciwstawiania się wszystkim jego wynaturzeniom, co zazwyczaj nie jest takie proste – powiedział abp Gądecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem