Reklama

Muzeum żelaznej drogi

2014-02-25 14:32

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 9/2014, str. 40-41

MATEUSZ WYRWICH

Pierwsze muzeum kolejnictwa w Polsce powstało z początkiem lat 30. ubiegłego wieku. Zajmowało blisko 30 sal. Obecne rozpoczęło swą działalność w 1973 r. Mieści się w skromnym budynku dawnego Dworca Głównego w Warszawie. Wkrótce jednak ma zmienić swoją siedzibę

Jak piszą historycy, pojazdy szynowe powstały jeszcze w starożytności. Odkryto je w Asyrii ok. 2,5 tys. lat przed Chrystusem. Istnieją jednak opinie, że początki kolei sięgają jeszcze wcześniej, bo aż epoki miedzi. Do czasów nowożytnych zachowały się drewniane szyny w wielu starych kopalniach. Jednak za okres powstania współczesnej kolei przyjęto XIX wiek. Przy czym jedni historycy datują powstanie kolei na chwilę wynalezienia pierwszego pojazdu z napędem parowym w 1769 r. przez Nicolasa-Josepha Cugnota, inni – na rok 1803, wraz z uruchomieniem pierwszej konnej kolei w Wielkiej Brytanii. Niektórzy natomiast uważają, że początki kolejnictwa winno się datować od następnego roku, kiedy do użytku weszło parowe urządzenie zwane wówczas „parachodem”. Ten wynaleziony przez Richarda Trevithicka pojazd poruszał się z szybkością 8 km na godzinę, przewożąc zarówno pasażerów, jak i towary.

Pierwszą na świecie linię kolejową uruchomiono w 1825 r. ze Stockton do Darlington. Prowadziła ją lokomotywa „Locomotion” George’a Stephensona. Jeszcze inni historycy wiążą początki współczesnej kolei z uruchomieniem pierwszej stałej linii: Liverpool – Manchester w 1830 r. Obsługiwał ją pierwszy, nowoczesny jak na owe czasy, parowóz zwany „Rakietą”. Rok wcześniej zorganizowano konkurs na lokomotywę, która potrafiłaby tę trasę obsłużyć. Kilka prototypów rozpadło się jednak zaraz po starcie, a jeden został zdyskwalifikowany, pod „mechanizmem” bowiem ukryte były konie, które napędzały maszynę. Wygrał wspomniany parowóz George’a i Roberta Stephensonów, który osiągał szybkość 48 km na godzinę. Przewoził w składzie kilkadziesiąt ton towarów i kilkaset osób. Konstruktor zaś unowocześnionej w 1830 r. „Rakiety” – Robert Stephenson nazywany jest do dzisiaj ojcem kolejnictwa.

Polskie początki

Polska szybko dołączyła do grona entuzjastów coraz bardziej popularnego środka komunikacji, jakim był „parochód”. W tym czasie wagony budowano już coraz wygodniejsze – z czasem nawet ekskluzywne. Wagony pierwszej klasy wyposażone były w klubowe fotele i kanapy, wyróżniały się bogato intarsjowanymi ścianami. Później zaczęły powstawać kolejne klasy: druga – z kanapami „lekko wyściełanymi”, jak pisano w kolejowych przewodnikach, w klasie trzeciej trzeba było zadowolić się ławkami drewnianymi, a w czwartej podróżowano już tylko na stojąco, niekiedy nawet z niewielkimi zwierzętami. Poczekalnie dla podróżnych każdej z klas były oddzielne. Wagony restauracyjne wprowadzono w pociągach dopiero w roku 1879, i to jedynie dla pasażerów bardzo wytwornej, pierwszej klasy. W takiej restauracji można było zamówić kilkanaście różnorodnych dań oraz wszelkiego rodzaju trunki.

Reklama

Pierwszy odcinek Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej do Grodziska Mazowieckiego uruchomiono w 1845 r. Z Warszawy do Pruszkowa, w listopadzie poprzedniego roku, przejechał nią znienawidzony rosyjski namiestnik Iwan Paskiewicz. Ukończona w 1848 r., liczyła na terenie Polski blisko 330 km. Głównym jej konstruktorem i budowniczym był inż. Stanisław Wysocki, walczący w powstaniu listopadowym. Inicjatorem i pomysłodawcą budowy kolei był hr. Henryk Łubieński, który za wsparcie powstania listopadowego został zesłany przez cara na kilkuletnie wygnanie do Rosji. Pretekstem były rzekome malwersacje finansowe.

Początki kolekcji

Warszawskie Muzeum Kolejnictwa powstało w 1928 r. W salach Dworca Głównego – Wiedeńskiego zgromadzono kilkadziesiąt eksponatów. Trzy lata później muzeum otrzymało 26 sal nieopodal Starówki. Młoda Rzeczpospolita poważnie potraktowała historię żelaznej komunikacji. „Kurjer Warszawski” pisał, jak to na „tę wyjątkową i wielką uroczystość” przybyli ministrowie komunikacji i robót publicznych. Również prezydent stolicy. Poświęcenia zaś muzeum dokonał biskup polowy Wojska Polskiego gen. dyw. Stanisław Gall. I, jak można przeczytać we współczesnym opracowaniu Muzeum Kolejnictwa, „wystawiono tam ok. 450 bardzo wartościowych eksponatów w 19 działach tematycznych oraz 800 tablic, map, wykresów i fotografii. Do najcenniejszych muzealiów należały wówczas m.in.: egzemplarz rozporządzenia cara Aleksandra II o budowie Drogi Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej, pierwszy bilet kolejowy na linii Warszawa – Kalisz, rozkład jazdy na Kolei Wiedeńskiej z 1845 r., tajny okólnik żandarmerii rosyjskiej z 1891 r. o zakazie używania języka polskiego na kolejach w Królestwie Polskim. (…) O dużym zainteresowaniu wśród społeczeństwa tą placówką świadczyła liczba zwiedzających. W 1932 r. muzeum odwiedziło 13 tys. osób, natomiast w 1934 r. liczba wzrosła do 17 tys. osób. Pod koniec 1938 r. zbiory muzealne liczyły ponad 4 tys. eksponatów, w tym prawie 400 modeli, 250 tablic i wykresów oraz przeszło 550 fotografii. W bibliotece muzealnej zgromadzono około 8 tys. książek”.

Podczas wojny muzeum zostało zburzone i rozgrabione przez Niemców i Sowietów.

Długie oczekiwanie

Po wojnie Muzeum Kolejnictwa otwarto dopiero w 1972 r., lokując je we fragmencie poczekalni warszawskiego Dworca Głównego. Wcześniej natomiast na terenie całego kraju powstawały niewielkie izby poświęcone kolejnictwu, gdzieniegdzie nawet nieduże muzea. Warszawskie jest jednak uważane za ogólnopolskie, do dzisiaj posiadające najwięcej eksponatów, a wśród nich te najcenniejsze. Mówi Marta Piekarska z działu edukacji muzeum: – Wśród eksponatów są m.in. dokumenty z czasu początków Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, pierwsze bilety, rozporządzenia dotyczące obsługi urządzeń kolejowych, również kilkaset fotografii związanych z historią kolei i semafory świetlne: ramienne czy też kształtowe, koszowe. Wśród eksponatów znajdują się także tablice parowozów ze znakami fabryk, które je budowały. Są też stare lampy karbidowe z ubiegłego wieku czy te ze świeczką, przypominające dzisiejsze lampy roratnie. W zbiorach znajdują się również liczne bilety kartonikowe, tzw. edmontowskie, od nazwiska wynalazcy – były one używane na kolei prawie przez półtora wieku. Są bardzo stare rozkłady jazdy, jak choćby te z czasu Drogi Żelaznej. Zobaczyć też można okolicznościowe kartki, słane przez kolejarzy z okazji Wielkanocy czy Bożego Narodzenia, a także liczące blisko 100 lat sztandary kolejowe z patronką kolejarzy – św. Katarzyną Aleksandryjską.

Jednym z najważniejszych urządzeń na kolei był przez lata… zegar. A w szczególności centrala zegarowa, zwana zegarem matką, według której kolejarze ustawiali swoje kieszonkowe zegarki, znajdujące się w ich służbowym wyposażeniu. Mechaniczno-elektryczny zespół zegarów sterujących. Centrala posiadała dwa niezależne zegary: podstawowy i zapasowy. Mogły one pracować równolegle, sterując zegarami wtórnymi na niezależnych liniach – zarówno w pomieszczeniach wewnętrznych, jak i na zewnątrz. Centrala w muzeum pochodzi z początków ubiegłego wieku.

Muzeum na deszczu i mrozie

Jedną z ważniejszych części muzeum są niszczejące na dworze oryginalne i wyjątkowe eksponaty, unikalne w Europie i na świecie, jak np. lokomotywa Pm3 z 1877 r. – jedyna już taka na świecie, czy parowóz Pt31 – zbudowany w pierwszej fabryce lokomotyw w Chrzanowie. Są też wąskotorowa lokomotywka „Ryś” z 1946 r. i jedyny zachowany w Europie pociąg pancerny.

Muzeum posiada dziś kilka tysięcy eksponatów. Część z nich rozproszonych jest po Polsce. Niezwykły w kolekcji jest również zbiór blisko 200 modeli parowozów, od początku kolejnictwa po czasy współczesne. Wagony i inne urządzenia kolejowe wykonane są z rzadką precyzją i dokładnością techniczną przez znakomitych inżynierów i rzemieślników Muzeum Kolejnictwa w Jeleniej Górze, pracowników pasjonatów modelarni dziś już nieistniejącej.

Muzeum Kolejnictwa to obiekt szczególny, lecz zaniedbany przez państwo. Zajmuje obecnie nie tylko teren Dworca Głównego, ale ma też swój oddział w Sochaczewie, gdzie gromadzone są obiekty kolei wąskotorowej. – Kolej każe sobie płacić 60 tys. miesięcznie za wynajem budynków i terenu. Nie stać nas na to, dlatego mamy długi. Placówkę ledwie stać na płace, z pochodnymi, dla 50 osób oraz na podstawowe opłaty – mówi zastępca dyrektora muzeum Walentyna Rakiel-Czarnecka. – Zdajemy sobie sprawę, że ekspozycja nie jest nowoczesna, że zwiedzający oczekują bardziej nowoczesnej formy narracji czy opisu zabytków. Niestety, nie mamy pieniędzy na unowocześnienia. Tymczasem nie możemy otrzymać dofinansowania z UE, bo nie mamy prawa do zajmowanych budynków. Eksponaty, ale i stare budynki, naprawiamy więc we własnym zakresie, m.in. dach, który przecieka, co dewastuje zbiory. PKP w 1996 r. podpisało z muzeum „umowę użyczenia”. W grudniu 2009 r. jednostronnie zerwało ją i kazano nam płacić za wynajem obiektów i terenu.

Jak każda jednostka samorządu wojewódzkiego, przygotowujemy plan działania na każdy kolejny rok. Z uwagi na trudną sytuację finansową Mazowsza od 3 lat wciąż mamy zmniejszaną dotację. W sumie, jak dotąd, o 14 proc. Pieniędzy mamy więc coraz mniej, szukamy oszczędności, a pracowników przecież nie możemy zwolnić. W ubiegłym roku w naszym sochaczewskim oddziale doszło do prawdziwego dramatu. Po wielkiej ulewie podmyło nam tory i musieliśmy je naprawiać. A to znaczyło, że nasza wycieczkowa kolejka wąskotorowa nie mogła jeździć, nie mogła zarabiać tych, i tak niewielkich, pieniędzy.

Obecnie mamy 42 pojazdy w Warszawie, 60 na terenie kraju. Moglibyśmy je ściągnąć, ale nie mamy na to ani na ich konserwację pieniędzy. W magazynach jest wiele cennych eksponatów, lecz nie mamy gdzie ich prezentować. To są tylko 2 przykłady, ale opisują sytuację, w jakiej funkcjonujemy. W lutym odbyło się spotkanie z udziałem marszałka województwa mazowieckiego, wiceministra infrastruktury i rozwoju, przedstawicieli PKP i władz stolicy. Postanowiono, że muzeum zostanie przeniesione na Szczęśliwice. Na bazie naszego muzeum powstanie Centrum Techniki – multimedialna nowoczesna placówka, której celem będzie prezentacja myśli technicznej w ujęciu historycznym, społecznym i kulturowym. Sytuacja jest bardzo trudna, ale mimo wszystko oprócz stałej ekspozycji staramy się organizować rocznie 2-3 wystawy okolicznościowe, jak choćby teraz znakomity pokaz blisko 100 plakatów pt. „Motyw kolejowy w plakacie polskim XX wieku”. Mam nadzieję, że nasze muzeum – dziedzictwo całego kraju, a nie tylko kolei – znajdzie w końcu odpowiednie miejsce i uzyska odpowiednią rangę.

Tagi:
nauka

Kongregacja Nauki Wiary: odpowiedź na wątpliwość dotyczącą usunięcia macicy

2019-01-03 16:22

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Kongregacja Nauki Wiary opublikowała odpowiedź dotyczącą wątpliwości w sprawie dopuszczalności usunięcia macicy w niektórych przypadkach.

pixabay.com/StockSnap

Kongregacja we wcześniejszym dokumencie stwierdziła, że uznaje za moralnie dopuszczalne usunięcie macicy w przypadku aktualnego i poważnego zagrożenia dla życia matki, natomiast podkreśla, że jest ona niegodziwa jeśli stosowana jest jako forma bezpośredniej sterylizacji poprzez usunięcie macicy lub podwiązanie jajowodów z intencją niedopuszczenia do ewentualnego zajścia w ciążę, co może spowodować pewne ryzyko dla życia matki.

Wątpliwość, na którą odpowiedziała Kongregacja, dotyczyła sytuacji, kiedy macica znajduje się w nieodwracalnym stanie niezdatności do prokreacji, a lekarze specjaliści osiągnęli pewność, że ewentualna ciąża doprowadzi do samoczynnego poronienia, zanim płód osiągnie stan rozwoju zdolny do przeżycia. W takiej sytuacji, kiedy prokreacja i tak jest niemożliwa, a kobieta nie będzie mogła zajść w ciążę, usunięcie macicy jest dopuszczalne. Nie chodzi bowiem tutaj o sterylizację. Kongregacja wskazuje, że przypadek taki nie dotyczy ryzyka w związku z poczęciem dziecka, ale sytuacji wyjściowej, kiedy stwierdzono, że i tak niemożliwe jest jego poczęcie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jerzy Owsiak na bakier z Kościołem i patriotyzmem

2014-06-10 14:43

Jerzy Robert Nowak
Niedziela Ogólnopolska 24/2014, str. 42-43

TOMASZ URBANEK/DDTVN/EAST NEWS
Jerzy Owsiak

Niedawno ogłoszono, że laureatem plebiscytu „Ludzie Wolności”, organizowanego przez „Gazetę Wyborczą” i TVN, w kategorii „społeczeństwo” został Jerzy Owsiak. Dla wielu osób była to wiadomość szokująca ze względu na ogromną kontrowersyjność tej postaci. Powszechnie znana jest rola Jerzego Owsiaka jako najgłośniejszego propagatora „luzu”, amoralnej zasady „róbta, co chceta”. Wielokrotnie wskazywano również, jak za jego rzekomą apolitycznością i ogromnie nagłaśnianą przez media ideą charytatywnej zbiórki pieniędzy kryje się jednoznaczna stronniczość na rzecz lewej części sceny politycznej. W tym tekście chciałbym skrótowo pokazać niektóre – nie dość znane – fakty, ilustrujące wyraźne uprzedzenia Owsiaka wobec Kościoła i Polaków jako narodu.

Antykościelne fobie

Jerzy Owsiak jest synem pułkownika milicji, zajadłego ateisty. Jego ojciec w pisanych przez siebie życiorysach akcentował swój negatywny stosunek do duchowieństwa katolickiego, określając je jako „szkodnika państwa demokratycznego” (P. Lisiewicz, M. Marosz, „Ten, który zniszczył bunt”, „Nowe Państwo”, ½013). Niewierząca była również matka Owsiaka (por. M. Narbutt, „Człowiek orkiestra”, „Rzeczpospolita” z 31 stycznia – 1 lutego 2004 r.).

Pomimo wychowania w ateistycznej rodzinie Owsiak deklarował się jako „niechodzący do kościoła katolik” (M. Narbutt, tamże). O tym, jaki jest faktyczny stosunek Owsiaka do Kościoła, najwymowniej świadczy fakt, że na początku lat 90. Owsiak ogłaszał jako hymn w programie „Róbta, co chceta” antyklerykalną piosenkę „Hipisówka” zespołu „Kobranocka” (por. P. Lisiewicz, „Seks zamiast armat”, „Gazeta Polska” z 3 stycznia 2007 r.). Piosenka w obrzydliwy wręcz sposób lżyła Kościół i duchownych. Dość zacytować choćby taki fragment:

„Modlitw szept w usta wbiegł
O stosunkach, o stosunkach przerywanych,
Głupi pech i lęk klech
Na głupotę, na durnotę przekuwany.
Wiara w cud, mrowie złud,
Które ty opłacasz swoją mrówczą pracą,
Dokąd pójść, zewsząd gnój,
Zwykły znój, za który nigdy nie zapłacą”.

I jakoś dziwne wyszydzanie w piosence „lęku klech na głupotę przekuwanego”, „wiary w cud” nijak nie przeszkadzało „katolikowi” Owsiakowi. Promowanie antykościelnej „Hipisówki” u Owsiaka nie było czymś odosobnionym. Grzegorz Wierzchołowski wspominał: „Na pierwszej edycji Przystanku w 1995 r. gromkie brawa wśród części publiczności zebrał np. lewacki zespół «Hurt», śpiewając m.in.: «Zdejmij ten krzyż, on przeszkadza ci, zdejmij ten krzyż, wyrzuć go za drzwi»” („Przystanek Postęp”, „Gazeta Polska” z 29 sierpnia 2007 r.).

W wywiadzie dla czasopisma „Zdrowie” „katolik” Owsiak wprost wyszydzał wiarę w cudowne powstanie człowieka, mówiąc m.in.: „Ludzie za granicą mnie pytają: «Czy naprawdę u was w rządzie myślą, że człowiek powstał wyłącznie w sposób cudowny?». Co ja mam odpowiadać? Jak głupoty opowiada ktoś w autobusie, można się odwrócić. Ale kiedy to mówią politycy – trzeba reagować” (za postkomunistycznym „Przeglądem” z 14 stycznia 2007 r.).

Szokujący był fakt, że „katolik” Owsiak jakoś szczególnie nietolerancyjny był wobec Kościoła katolickiego, podczas gdy równocześnie był bardzo łaskawy wobec innych wyznań, zwłaszcza wobec sekty Hare Kryszna. Socjolog Jacek Kurzępa komentował: „Pan Owsiak z niewiadomych powodów toczy boje z Przystankiem Jezus, podczas gdy bez oporów przyzwala na aktywność sekty Hare Kryszna, która ponad 20 lat temu została uznana za szczególnie niebezpieczną przez Parlament Europejski. Hare Kryszna zaprasza woodstockową młodzież do udziału w procesjach, oferuje tanie posiłki, wabi do swojej świątyni, z której dobiegają dźwięki modlitwy i mantry. Ludzie nie rozumieją, że uczestniczą w rytuałach sekty. Ten kryptoprzekaz oceniam jako bardzo subtelną, ale niebezpieczną promocję Hare Kryszny” (wywiad A. Mikołajczyka z dr. J. Kurzępą pt. „Świat według Owsiaka”, „OZON” z 2 sierpnia 2008 r.). Trzeba stwierdzić, że dr Kurzępa (dziś już profesor) miał rację. Na tle życzliwego stosunku Owsiaka do sekty Hare Kryszna tym bardziej szokujący był jego nader niechętny stosunek do Przystanku Jezus. Po kilku latach tarć i trudnych rozmów w końcu doszło do ostatecznego konfliktu z winy Owsiaka. W marcu 2003 r. Jerzy Owsiak w wypowiedzi dla „Gazety Lubuskiej” (powtórzonej później przez KAI) powiedział, że „nie chce widzieć na Przystanku Woodstock namiotu i duchownych z Przystanku Jezus”. Na uwagę ks. Draguły, że organizatorzy Przystanku Jezus spełnili już w zeszłym roku wszystkie warunki Owsiaka, szef WOŚP warknął: „Powiedzmy, że w tym roku odbiła mi palma”. Wśród zbieraniny młodych na Woodstocku nader silnie uzewnętrzniały się nastroje antykatolickie. W czasie Przystanku Woodstock w 1999 r. pod adresem młodzieży z Przystanku Jezus, która szła w Drodze Krzyżowej, „posypały się wyzwiska ze strony zbuntowanych punków. Poleciało też kilka butelek” (M. Majewski, „Żar stu tysięcy”, „Rzeczpospolita” z 7 sierpnia 1999 r.). Wielokrotnie dochodziło do profanowania krzyża przy namiocie na Przystanku Jezus. Zdziczali młodzi ludzie rzucali w niego puszkami od konserw i wyszydzali go (por. M. Jeżewska, M. Marosz, D. Łomicka, „Przystanek Woodstock – profanują krzyż”, „Gazeta Polska Codziennie” z 3 sierpnia 2013 r.). Ze szczególną zajadłością Owsiak atakował Radio Maryja i o. Tadeusza Rydzyka. Po publikacji we „Wprost” osławionych „taśm Rydzyka” pisał w liście do prezydenta i premiera: „Słowa o. Rydzyka mogę tylko porównać z najbardziej absurdalnymi wypowiedziami partyjnych bonzów III Rzeszy (...). Jest tak głupio znowu wstydzić się za ten kraj” („Gazeta Wyborcza” z 11 lipca 2007 r.).

Owsiak: „Polacy są straszliwymi rasistami”

W 2000 r., w czasie ogromnego kryzysu prawicy w związku z upadkiem AWS-u, Jerzy Owsiak pozwolił sobie na publiczne ujawnienie całej fobii wobec swego narodu. Zrobił to w wywiadzie dla tropiącego „nacjonalizm” i „antysemityzm” antyfaszystowskiego czasopisma „Nigdy Więcej”, mówiąc m.in.: „Polacy są straszliwymi rasistami. Szowinizm narodowy jest obecny w Polsce i nie jest to wcale bardzo marginalne zjawisko. Potwierdza to np. program Wojciecha Cejrowskiego «WC Kwadrans» (...). Polacy lubią być rasistami, chcą polepszyć przez to swój wizerunek, swoją własną wartość. (...) Duży udział w tym ma np. Kościół, który, nie rozumiejąc pewnych rzeczy, stawia kropkę nad «i». (...) Jesteśmy bardzo nietolerancyjni w stosunku do osób innej wiary. (...) Polacy są okropnymi rasistami (wywiad A. Zachei z J. Owsiakiem pt. „Trzeba być konsekwentnym”, „Nigdy Więcej”, 1½000). W wywiadzie znalazło się jeszcze odpowiednie określenie Polski w porównaniu z innymi krajami, zdaniem Owsiaka – „Polska... to zaścianek”.

Owsiaka pogarda dla Polski

Można tylko żałować, że te niemądre uogólnienia Owsiaka są tak mało znane w Polsce, bo na pewno pomogłyby w podważeniu jego mitu. Przypomnijmy jednak, że kilkakrotnie nawet podczas publicznych spotkań posuwał się on do otwartego wypowiedzenia jakiejś obrzydliwej opinii o Polsce. Oto kilka przykładów. 8 czerwca 2001 r. w Żarach, podczas publicznego spotkania zorganizowanego przez władze miasta i w ich obecności, Owsiak wypowiedział słowa: „W Polsce, tym pieprzonym kraju, zawsze będą narkotyki” (MZM, „Polska to «piep... kraj»”, „Nasza Polska” z 19 czerwca 2001 r.). Oburzony wypowiedzią Owsiaka Krzysztof Błażejczyk skierował do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa z art.133, polegającego na znieważeniu Ojczyzny. Wkrótce okazało się jednak, że prokuratura, decyzją z 31 lipca 2001 r., odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie znieważenia narodu i Rzeczypospolitej Polskiej. Pismo prokuratury nie zawierało żadnej argumentacji (por. A. Echolette, „Nie obraził Narodu”, „Nasza Polska” z 21 sierpnia 2001 r.). Do ponownego plugawienia imienia Polski przez Owsiaka doszło na Przystanku w Woodstock w 2003 r. Andrzej Poray tak pisał na ten temat: „«Polska to pop... kraj. Żyjemy w pop... kraju» – tymi słowami lider Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzy Owsiak otwierał Przystanek Woodstock. Wykreowany przez lewicowe media «autorytet» i później nie szczędził wulgarnych, agresywnych słów pod adresem Ojczyzny” („Owsiak i jego armia”, „Nasza Polska” z 12 sierpnia 2003 r.).

Dziennikarz „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski wspominał podobnie ohydne wystąpienie Owsiaka: „To był 2002 lub 2003 rok. Jeden z Przystanków Woodstock, jakie jako dziennikarz relacjonowałem (...). Mija godzina 17-ta. W tym czasie w wielu miastach Polski ludzie stają na baczność, w milczeniu oddając hołd Powstańcom Warszawskim. A w Żarach na scenę wychodzi Owsiak. (...) I dokładnie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wrzeszczy do tych młodych zgromadzonych pod sceną obraźliwe słowa pod adresem Polski, coś, że pieprzy Polskę, że Polska to… i tu padają bardzo wulgarne słowa. (...)” („Jerzy Owsiak publicznie zbluzgał mój kraj, czyli jak szef WOŚP «oddał hołd» Powstaniu Warszawskiemu”, www.niezlomni.com, dostęp z 11 stycznia 2014 r.). W czasie gdy mamy tak wielkie zaległości w odsłanianiu przemilczanej najnowszej historii, dziejów Żołnierzy Wyklętych czy prześladowań politycznych doby stanu wojennego, Owsiak perorował: „Trzeba raz na zawsze skończyć z tymi pomnikami ku czci i chwale, z tym wiecznym gadaniem, co kto zrobił 30 lat temu” (wywiad M. Szymaniaka z J. Owsiakiem pt. „Mam dość pomników ku czci i chwale”, „Życie Warszawy” z 25-26 sierpnia 2007 r.).

Szerszy portret J. Owsiaka znajduje się w świeżo wydanym 3. tomie mojej książki „Czerwone dynastie przeciw Narodowi i Kościołowi”, którą można zamówić – tel. 608-854-215 i e-mail: maron@upcpoczta.pl) J.R.N.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Kolędnicy Misyjni w Senacie RP

2019-01-16 19:39

as/pdm / Warszawa (KAI)

Po raz pierwszy w historii Kolędnicy Misyjni odwiedzili Senat i Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Dzieci z Papieskiego Dzieła Misyjnego przyjął 16 stycznia 2019 r. marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Stanisław Karczewski.

wpolityce.pl
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski

Marszałek Senatu RP po przywitaniu dzieci powiedział: „Dziękuję wam za przybycie i przykład waszego zaangażowania na rzecz rówieśników na całym świecie”.

Dzieci, które z kolędą misyjną odwiedziły Senat RP, przyjechały z Gliwic-Bojkowa, ze Szkoły Podstawowej nr 8. Opowiedziały Marszałkowi o swoim zaangażowaniu na rzecz tegorocznej pomocy dzieciom w Rwandzie i Burundi, a także o dziecięcej wierze w cud Bożego Narodzenia słowami inscenizacji. „Zawsze, gdy wyciąga ktoś rękę na zgodę, złem nie odpłacając, pokonuje trwogę, troszczy się o chorych, nagich ubierając, dzieli się z ubogim i w potrzebie wspiera, gdy odpowiada na takie pragnienie, wtedy jest małe Boże Narodzenie” – mówiła z przekonaniem Martynka przebrana za Anioła, dodając „Czujemy tę moc! I mamy w tym udział, z Papieskim Dziełem dzieją się cuda!”.

Na koniec przedstawionej scenki dzieci wręczyły Marszałkowi pamiątkę z przesłaniem pokoju i noworocznymi życzeniami. Przy okazji tego spotkania grupa kolędników zwiedziła siedzibę Senatu i Sejmu.

Kolędnicy z Gliwic to reprezentanci licznej grupy Kolędników Misyjnych, którzy od dziesięciu lat w parafii pw. Narodzenia NMP pomagają swoim rówieśnikom w różnych krajach świata za pośrednictwem Papieskich Dzieł Misyjnych. Grupie, pod opieką katechety p. Krzysztofa Kruszyńskiego, towarzyszyli ks. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy PDM, oraz Anna Sobiech, sekretarz krajowy PDMD.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem