Reklama

Muzeum żelaznej drogi

2014-02-25 14:32

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 9/2014, str. 40-41

MATEUSZ WYRWICH

Pierwsze muzeum kolejnictwa w Polsce powstało z początkiem lat 30. ubiegłego wieku. Zajmowało blisko 30 sal. Obecne rozpoczęło swą działalność w 1973 r. Mieści się w skromnym budynku dawnego Dworca Głównego w Warszawie. Wkrótce jednak ma zmienić swoją siedzibę

Jak piszą historycy, pojazdy szynowe powstały jeszcze w starożytności. Odkryto je w Asyrii ok. 2,5 tys. lat przed Chrystusem. Istnieją jednak opinie, że początki kolei sięgają jeszcze wcześniej, bo aż epoki miedzi. Do czasów nowożytnych zachowały się drewniane szyny w wielu starych kopalniach. Jednak za okres powstania współczesnej kolei przyjęto XIX wiek. Przy czym jedni historycy datują powstanie kolei na chwilę wynalezienia pierwszego pojazdu z napędem parowym w 1769 r. przez Nicolasa-Josepha Cugnota, inni – na rok 1803, wraz z uruchomieniem pierwszej konnej kolei w Wielkiej Brytanii. Niektórzy natomiast uważają, że początki kolejnictwa winno się datować od następnego roku, kiedy do użytku weszło parowe urządzenie zwane wówczas „parachodem”. Ten wynaleziony przez Richarda Trevithicka pojazd poruszał się z szybkością 8 km na godzinę, przewożąc zarówno pasażerów, jak i towary.

Pierwszą na świecie linię kolejową uruchomiono w 1825 r. ze Stockton do Darlington. Prowadziła ją lokomotywa „Locomotion” George’a Stephensona. Jeszcze inni historycy wiążą początki współczesnej kolei z uruchomieniem pierwszej stałej linii: Liverpool – Manchester w 1830 r. Obsługiwał ją pierwszy, nowoczesny jak na owe czasy, parowóz zwany „Rakietą”. Rok wcześniej zorganizowano konkurs na lokomotywę, która potrafiłaby tę trasę obsłużyć. Kilka prototypów rozpadło się jednak zaraz po starcie, a jeden został zdyskwalifikowany, pod „mechanizmem” bowiem ukryte były konie, które napędzały maszynę. Wygrał wspomniany parowóz George’a i Roberta Stephensonów, który osiągał szybkość 48 km na godzinę. Przewoził w składzie kilkadziesiąt ton towarów i kilkaset osób. Konstruktor zaś unowocześnionej w 1830 r. „Rakiety” – Robert Stephenson nazywany jest do dzisiaj ojcem kolejnictwa.

Polskie początki

Polska szybko dołączyła do grona entuzjastów coraz bardziej popularnego środka komunikacji, jakim był „parochód”. W tym czasie wagony budowano już coraz wygodniejsze – z czasem nawet ekskluzywne. Wagony pierwszej klasy wyposażone były w klubowe fotele i kanapy, wyróżniały się bogato intarsjowanymi ścianami. Później zaczęły powstawać kolejne klasy: druga – z kanapami „lekko wyściełanymi”, jak pisano w kolejowych przewodnikach, w klasie trzeciej trzeba było zadowolić się ławkami drewnianymi, a w czwartej podróżowano już tylko na stojąco, niekiedy nawet z niewielkimi zwierzętami. Poczekalnie dla podróżnych każdej z klas były oddzielne. Wagony restauracyjne wprowadzono w pociągach dopiero w roku 1879, i to jedynie dla pasażerów bardzo wytwornej, pierwszej klasy. W takiej restauracji można było zamówić kilkanaście różnorodnych dań oraz wszelkiego rodzaju trunki.

Reklama

Pierwszy odcinek Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej do Grodziska Mazowieckiego uruchomiono w 1845 r. Z Warszawy do Pruszkowa, w listopadzie poprzedniego roku, przejechał nią znienawidzony rosyjski namiestnik Iwan Paskiewicz. Ukończona w 1848 r., liczyła na terenie Polski blisko 330 km. Głównym jej konstruktorem i budowniczym był inż. Stanisław Wysocki, walczący w powstaniu listopadowym. Inicjatorem i pomysłodawcą budowy kolei był hr. Henryk Łubieński, który za wsparcie powstania listopadowego został zesłany przez cara na kilkuletnie wygnanie do Rosji. Pretekstem były rzekome malwersacje finansowe.

Początki kolekcji

Warszawskie Muzeum Kolejnictwa powstało w 1928 r. W salach Dworca Głównego – Wiedeńskiego zgromadzono kilkadziesiąt eksponatów. Trzy lata później muzeum otrzymało 26 sal nieopodal Starówki. Młoda Rzeczpospolita poważnie potraktowała historię żelaznej komunikacji. „Kurjer Warszawski” pisał, jak to na „tę wyjątkową i wielką uroczystość” przybyli ministrowie komunikacji i robót publicznych. Również prezydent stolicy. Poświęcenia zaś muzeum dokonał biskup polowy Wojska Polskiego gen. dyw. Stanisław Gall. I, jak można przeczytać we współczesnym opracowaniu Muzeum Kolejnictwa, „wystawiono tam ok. 450 bardzo wartościowych eksponatów w 19 działach tematycznych oraz 800 tablic, map, wykresów i fotografii. Do najcenniejszych muzealiów należały wówczas m.in.: egzemplarz rozporządzenia cara Aleksandra II o budowie Drogi Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej, pierwszy bilet kolejowy na linii Warszawa – Kalisz, rozkład jazdy na Kolei Wiedeńskiej z 1845 r., tajny okólnik żandarmerii rosyjskiej z 1891 r. o zakazie używania języka polskiego na kolejach w Królestwie Polskim. (…) O dużym zainteresowaniu wśród społeczeństwa tą placówką świadczyła liczba zwiedzających. W 1932 r. muzeum odwiedziło 13 tys. osób, natomiast w 1934 r. liczba wzrosła do 17 tys. osób. Pod koniec 1938 r. zbiory muzealne liczyły ponad 4 tys. eksponatów, w tym prawie 400 modeli, 250 tablic i wykresów oraz przeszło 550 fotografii. W bibliotece muzealnej zgromadzono około 8 tys. książek”.

Podczas wojny muzeum zostało zburzone i rozgrabione przez Niemców i Sowietów.

Długie oczekiwanie

Po wojnie Muzeum Kolejnictwa otwarto dopiero w 1972 r., lokując je we fragmencie poczekalni warszawskiego Dworca Głównego. Wcześniej natomiast na terenie całego kraju powstawały niewielkie izby poświęcone kolejnictwu, gdzieniegdzie nawet nieduże muzea. Warszawskie jest jednak uważane za ogólnopolskie, do dzisiaj posiadające najwięcej eksponatów, a wśród nich te najcenniejsze. Mówi Marta Piekarska z działu edukacji muzeum: – Wśród eksponatów są m.in. dokumenty z czasu początków Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej, pierwsze bilety, rozporządzenia dotyczące obsługi urządzeń kolejowych, również kilkaset fotografii związanych z historią kolei i semafory świetlne: ramienne czy też kształtowe, koszowe. Wśród eksponatów znajdują się także tablice parowozów ze znakami fabryk, które je budowały. Są też stare lampy karbidowe z ubiegłego wieku czy te ze świeczką, przypominające dzisiejsze lampy roratnie. W zbiorach znajdują się również liczne bilety kartonikowe, tzw. edmontowskie, od nazwiska wynalazcy – były one używane na kolei prawie przez półtora wieku. Są bardzo stare rozkłady jazdy, jak choćby te z czasu Drogi Żelaznej. Zobaczyć też można okolicznościowe kartki, słane przez kolejarzy z okazji Wielkanocy czy Bożego Narodzenia, a także liczące blisko 100 lat sztandary kolejowe z patronką kolejarzy – św. Katarzyną Aleksandryjską.

Jednym z najważniejszych urządzeń na kolei był przez lata… zegar. A w szczególności centrala zegarowa, zwana zegarem matką, według której kolejarze ustawiali swoje kieszonkowe zegarki, znajdujące się w ich służbowym wyposażeniu. Mechaniczno-elektryczny zespół zegarów sterujących. Centrala posiadała dwa niezależne zegary: podstawowy i zapasowy. Mogły one pracować równolegle, sterując zegarami wtórnymi na niezależnych liniach – zarówno w pomieszczeniach wewnętrznych, jak i na zewnątrz. Centrala w muzeum pochodzi z początków ubiegłego wieku.

Muzeum na deszczu i mrozie

Jedną z ważniejszych części muzeum są niszczejące na dworze oryginalne i wyjątkowe eksponaty, unikalne w Europie i na świecie, jak np. lokomotywa Pm3 z 1877 r. – jedyna już taka na świecie, czy parowóz Pt31 – zbudowany w pierwszej fabryce lokomotyw w Chrzanowie. Są też wąskotorowa lokomotywka „Ryś” z 1946 r. i jedyny zachowany w Europie pociąg pancerny.

Muzeum posiada dziś kilka tysięcy eksponatów. Część z nich rozproszonych jest po Polsce. Niezwykły w kolekcji jest również zbiór blisko 200 modeli parowozów, od początku kolejnictwa po czasy współczesne. Wagony i inne urządzenia kolejowe wykonane są z rzadką precyzją i dokładnością techniczną przez znakomitych inżynierów i rzemieślników Muzeum Kolejnictwa w Jeleniej Górze, pracowników pasjonatów modelarni dziś już nieistniejącej.

Muzeum Kolejnictwa to obiekt szczególny, lecz zaniedbany przez państwo. Zajmuje obecnie nie tylko teren Dworca Głównego, ale ma też swój oddział w Sochaczewie, gdzie gromadzone są obiekty kolei wąskotorowej. – Kolej każe sobie płacić 60 tys. miesięcznie za wynajem budynków i terenu. Nie stać nas na to, dlatego mamy długi. Placówkę ledwie stać na płace, z pochodnymi, dla 50 osób oraz na podstawowe opłaty – mówi zastępca dyrektora muzeum Walentyna Rakiel-Czarnecka. – Zdajemy sobie sprawę, że ekspozycja nie jest nowoczesna, że zwiedzający oczekują bardziej nowoczesnej formy narracji czy opisu zabytków. Niestety, nie mamy pieniędzy na unowocześnienia. Tymczasem nie możemy otrzymać dofinansowania z UE, bo nie mamy prawa do zajmowanych budynków. Eksponaty, ale i stare budynki, naprawiamy więc we własnym zakresie, m.in. dach, który przecieka, co dewastuje zbiory. PKP w 1996 r. podpisało z muzeum „umowę użyczenia”. W grudniu 2009 r. jednostronnie zerwało ją i kazano nam płacić za wynajem obiektów i terenu.

Jak każda jednostka samorządu wojewódzkiego, przygotowujemy plan działania na każdy kolejny rok. Z uwagi na trudną sytuację finansową Mazowsza od 3 lat wciąż mamy zmniejszaną dotację. W sumie, jak dotąd, o 14 proc. Pieniędzy mamy więc coraz mniej, szukamy oszczędności, a pracowników przecież nie możemy zwolnić. W ubiegłym roku w naszym sochaczewskim oddziale doszło do prawdziwego dramatu. Po wielkiej ulewie podmyło nam tory i musieliśmy je naprawiać. A to znaczyło, że nasza wycieczkowa kolejka wąskotorowa nie mogła jeździć, nie mogła zarabiać tych, i tak niewielkich, pieniędzy.

Obecnie mamy 42 pojazdy w Warszawie, 60 na terenie kraju. Moglibyśmy je ściągnąć, ale nie mamy na to ani na ich konserwację pieniędzy. W magazynach jest wiele cennych eksponatów, lecz nie mamy gdzie ich prezentować. To są tylko 2 przykłady, ale opisują sytuację, w jakiej funkcjonujemy. W lutym odbyło się spotkanie z udziałem marszałka województwa mazowieckiego, wiceministra infrastruktury i rozwoju, przedstawicieli PKP i władz stolicy. Postanowiono, że muzeum zostanie przeniesione na Szczęśliwice. Na bazie naszego muzeum powstanie Centrum Techniki – multimedialna nowoczesna placówka, której celem będzie prezentacja myśli technicznej w ujęciu historycznym, społecznym i kulturowym. Sytuacja jest bardzo trudna, ale mimo wszystko oprócz stałej ekspozycji staramy się organizować rocznie 2-3 wystawy okolicznościowe, jak choćby teraz znakomity pokaz blisko 100 plakatów pt. „Motyw kolejowy w plakacie polskim XX wieku”. Mam nadzieję, że nasze muzeum – dziedzictwo całego kraju, a nie tylko kolei – znajdzie w końcu odpowiednie miejsce i uzyska odpowiednią rangę.

Tagi:
nauka

Sztuczna inteligencja

2018-05-23 10:40

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 43

Dla wielu to oczywista sprzeczność – oksymoron i kontradykcja. Dla specjalistów – przyszłość, która diametralnie zmieni życie na ziemi. A właściwie, to już zmienia.

pict rider/Fotolia.com

Prace nad „inteligentnymi maszynami” rozpoczęto w Stanach Zjednoczonych ponad pół wieku temu. Obecnie najbardziej zaawansowane badania prowadzone są w Bostonie, w Massachusetts Institute of Technology. Tam też ostatnio miałem okazję przebywać z oficjalną delegacją Parlamentu Europejskiego. Spotkania, dyskusje, ale nade wszystko prezentacje zrobiły na koleżankach i kolegach ogromne wrażenie. Niektórzy nawet bardzo się przestraszyli. Uświadomili sobie bowiem, że ze zjawiskiem określanym w Stanach Zjednoczonych „artificial intelligence” (AI), czyli sztuczną inteligencją, mamy już do czynienia od lat. Ma ona zastosowanie w komputerach, w telefonach komórkowych, w bankach, w niektórych systemach nawigacji satelitarnej. Nagle jakby na świeżo dostrzegli, że gdy w Internecie jednorazowo szukali samochodu lub mieszkania, to przez następne tygodnie, a nawet miesiące za każdym razem po uruchomieniu komputera wyświetlały im się kolejne oferty. Komputer odnotował ich preferencje, przetworzył dane i za każdym razem dostarczał im podobny do preferowanego wcześniej produkt. Przez tzw. asystenta głosowego w samochodzie można wydać komputerowi polecenie znalezienia celu i doprowadzenia pojazdu do niego. Odbywa się to na zasadzie algorytmu, czyli wprowadzenia skończonego ciągu jasno zdeklarowanych czynności i nauczenia maszyny odpowiedniego reagowania. Jak wielokrotnie podkreślano w tym amerykańskim instytucie badawczym, maszyna nie myśli, trzeba ją wszystkiego nauczyć. Nauczanie takie trwa, i to od wielu lat. Jest ono już na takim poziomie, że – jak ujawnił niedawno wiceszef CIA – „szpiedzy-ludzie wkrótce się staną jedynie reliktami przeszłości”. Agencja w działaniach wywiadowczych będzie bazować na sztucznej inteligencji. Podobno prace nad tym trwają w CIA od trzydziestu lat. Już obecne programy komputerowe pozwalają np. rozmawiać z ludźmi tak, że interlokutor nie jest w stanie się zorientować, że rozmawia z maszyną, a nie z człowiekiem. Zwykłego obywatela może niepokoić np. gromadzenie przez banki wielu danych o użytkowniku konta na podstawie odnotowanych transakcji. Program komputerowy, czyli nasza sztuczna inteligencja, wykonuje automatycznie portret psychologiczny i po stwierdzeniu, że użytkownik np. zbyt wiele wydaje na używki, automatycznie odmawia udzielenia kredytu, blokuje dostęp do większych zakupów. To zaniepokoiło Komisję Europejską, która wydała rozporządzenie o ochronie danych osobowych RODO. Pracuje też nad kodeksem etyki dotyczącym rozwoju sztucznej inteligencji, którego projekt ma przedstawić do końca roku. A wracając do naszej wizyty w USA, to największe zdziwienie i zaniepokojenie wywołał pokaz, w trakcie którego człowiekowi założono na głowę specjalną czapkę z sensorami i w momencie gdy odczuł ból, robot bez żadnego kontaktu werbalnego czy wizualnego wkładał butelki do pojemnika z napisem „ból”. Inne odczucia segregował w innym pojemniku. Europosłowie zauważyli, że jak w tym kierunku będzie rozwijana sztuczna inteligencja, to w przyszłości może dojść do manipulowania ludzkimi zachowaniami, także w czasie politycznych wyborów. A ja pomyślałem wówczas, że skoro nam oficjalnie pokazują taki postęp, to realnie są do przodu o wiele, wiele lat. Na jakim etapie jest naprawdę sztuczna inteligencja?

Mirosław Piotrowski, poseł do Parlamentu Europejskiego, www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mądrość zjednoczenia z Jezusem

2018-08-14 11:02

O. Dariusz Kowalczyk SJ
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 33

Graziako/Niedziela
Kościół parafialny w Oleszycach. Malował Eugeniusz Mucha

Stajemy się tym, co jemy. Nie tylko w sensie materii, która, spożyta, staje się tworzywem naszego ciała, ale przede wszystkim w sensie słów, postaw, idei, które kształtują naszego ducha, nasze serce i rozum. Jezus w dzisiejszej Ewangelii stwierdza: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim”. Tak! Jesteśmy zaproszeni do zjednoczenia z Bogiem. Ojcowie Kościoła mawiali: Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem. Nie chodzi tu o jakieś pomieszanie Boskości i człowieczeństwa, ale właśnie o zjednoczenie. Tak głębokie, jak to tylko możliwe. Tradycja wschodnia Kościoła mówi o przebóstwieniu. Na tym polega niebo, życie wieczne. Ciało i Krew Chrystusa oznaczają Jego osobową, rzeczywistą obecność. Żydzi oburzali się słowami Jezusa i mówili: „Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?!”, bo prawdopodobnie rozumieli je zbyt zmysłowo, prawie kanibalistycznie. Mistrz z Nazaretu podkreśla jednak: „Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego (...), nie będziecie mieli życia w sobie”. Nikt z nas nie ma życia sam z siebie ani sam w sobie. Nasze życie pochodzi od Boga i tylko w Nim może znaleźć swe spełnienie. Dlatego świadome odwrócenie się od Boga oznacza śmierć wieczną, potępienie, które właściwie jest samopotępieniem, gdyż Bóg pragnie zbawienia każdego człowieka. Spożywanie Ciała Pańskiego, czyli przystępowanie do Komunii św., nie jest jednak jakimś magicznym rytem, lecz konsekwencją dobrych życiowych wyborów, a zarazem ich umocnieniem. Absurdem byłoby przyjmowanie Komunii św. jako pokarmu na życie wieczne przy jednoczesnym prowadzeniu życia sprzecznego z nauczaniem Jezusa w Ewangelii.

Sycić się Chrystusowym chlebem oznacza otworzyć się na mądrość, o której mowa w I czytaniu. Mądrość jest czymś innym niż inteligencja. Wszak diabeł jest inteligentny, ale nie jest mądry. W Księdze Przysłów mądrość woła: „Prostaczek niech tutaj przyjdzie!”. Bo często właśnie ludzie prości są mądrzejsi niż ci wykształceni, zaliczający samych siebie do elity. Mądrość jest bogobojna, służy dobru wspólnemu, a nie jakimś pokrętnym interesom. Paweł Apostoł też wzywa do bycia mądrymi, co oznacza m.in. rozsądne postępowanie. Najważniejszym jednak elementem mądrości jest zrozumienie, co jest wolą Pana. Rozeznawanie woli Bożej dokonuje się indywidualnie, ale jednocześnie potrzebuje wspólnoty, która się modli, wysławiając Pana, dziękując Mu za wszystko i prosząc o dary Ducha Świętego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Zakopane: górale z całego świata modlili się o pokój na świecie

2018-08-19 21:08

jg / Zakopane (KAI)

Mszą św. z udziałem górali z całego świata rozpoczął się korowód przez miasto na rozpoczęcie 50. Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem, który potrwa do 26 sierpnia.

Grzegorz Jakubowski/KPRP

Eucharystii w kościele św. Krzyża w Zakopanem przewodniczył ks. dr Władysław Zarębczan. Celebrans w czasie homilii poprosił, aby każda delegacja zespołu przyłączyła się do apelu o pokój na świecie. Członkowie poszczególnych zespół odczytali jego fragmenty.

Na końcu głos zabrali polscy górale. - My, artyści z różnych stron świata, pragniemy przyczyniać się do budowania pokoju poprzez muzykę, śpiew i taniec, które są językiem piękna. Chcemy być posłannikami dobra, prawdy i pokoju, które są w sercu każdego człowieka. Niech Bóg towarzyszy nam, abyśmy stawali się twórcami radości i nadziei dla tych, którzy są z nami - mówili polscy górale.

Wszystkich gości pozdrowił ks. proboszcz Mariusz Dziuba. Świątynia była pełna przedstawicieli zespołów góralskich z całego świata, m.in. z Indii, Rosji, Stanów Zjednoczonych, czy Hiszpanii i Bułgarii. Wszyscy mieli ubrane stroje charakterystyczne dla swojego regionu. W czasie Mszy św. pieśń na wejście zaśpiewali Hiszpanie, intencje w czasie modlitwy wiernych odczytali przedstawiciele różnych zespołów. Była też procesja z darami, które do ołtarza przynieśli górale z całego świata.

We wspólnej modlitwie uczestniczyli przedstawiciele władz miasta na czele z burmistrzem Zakopanego Leszkiem Dorulą. On też pozdrowił wszystkich zgromadzonych, życzył dobrego pobytu pod Tatrami. Liturgię uświetnili także członkowie Związku Podhalan. Była obecna delegacja z pocztem sztandarowym tej największej organizacji zrzeszającej górali polskich na całym świecie.

Po liturgii przyszedł czas na korowód ulicami miasta. Zespoły ciągle się zatrzymywały w różnych miejscach i prezentowały krótko swoje tańce, a do tego śpiew. Najdłuższy przystanek był tradycyjnie przy tzw. oczku wodnym na Krupówkach.

Historia festiwalu sięga 1962 r. kiedy to ówczesna Miejska Rada Narodowa z inicjatywy Krystyny Słobodzińskiej chciała przedłużyć "sezon" w Zakopanem. - Przez lata festiwal rozwijał się i wciąż ewaluował. Przybywało kolejnych wydarzeń. Przez 50 lat zachowana została jego formuła konkursowa. I pomimo kilku zmian w regulaminie, nadal jest to wydarzenie organizowane z udziałem międzynarodowego jury i rywalizujących o ciupagi zespołów - złote, srebrne i brązowe - mówi Joanna Staszak z zakopiańskiego magistratu.

W historię festiwalu wpisuje się Święto Gór - wydarzenie, które w 1935 r. zjednoczyło wszystkich górali II Rzeczypospolitej, przybyłych do Zakopanego od Czeremoszu aż po Olzę, by zaprezentować bogactwo swoich tradycji. W 1962 roku właśnie na wzór tego święta zaczęto organizować „Jesień Tatrzańską”, która w 1968r. przerodziła się w Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich.

Od wielu lat organizator, a jest nim zakopiański magistrat, współpracuje z tatrzańskimi parafiami. W ramach festiwalu wiele punktów odbywa się w parafiach. Już jutro o godz. 16 w ramach Roztańczonego Zakopanego - wspólnej zabawy i tańców z turystami zespoły nawiedzą kościół Miłosierdzia Bożego na Cyrhli i sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej na Krzeptówkach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem