Reklama

Wiara i sztuka

2013-04-15 14:39

Z prof. Lucjanem Orzechem rozmawia ks. Marcin Nabożny
Niedziela Ogólnopolska 16/2013, str. 24-25


Prof. Lucjan Orzech przy pracy w kościele św. Wojciecha w Trzebownisku (diecezja rzeszowska)

KS. MARCIN NABOŻNY: - Panie Profesorze, aktualnie przeżywamy Rok Wiary, często mówi się, że sztuka sakralna powinna być wynikiem wiary tworzącego ją artysty. Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Czy sztukę sakralną powinni tworzyć tylko ludzie wierzący?

PROF. LUCJAN ORZECH: - Gdyby wiara gwarantowała wartość artystyczną dzieła, nie byłaby wiarą, ale jakimś magicznym sposobem na sukces. Z drugiej strony, wiara warunkuje podstawową wiedzę teologiczną, dlatego trudno rozmawia się o sztuce religijnej z artystą, który tej wiedzy religijnej nie posiada lub mało go ona interesuje. To sytuacja naturalna, gdy tzw. sztukę sakralną tworzy artysta wierzący lub przynajmniej rozumiejący potrzeby ludzi wierzących.

- Powiedział Pan: „tzw. sztukę sakralną”, jak zatem rozumieć to zdystansowanie się wobec terminologii? Co właściwie określamy mianem sztuki sakralnej?

- Dystans w stosunku do terminu „sztuka sakralna” bierze się z dużej rozpiętości znaczenia tego pojęcia w mowie potocznej. Doznanie sacrum jest wyraźne i mocne, gdy stajemy przed niektórymi ikonami lub dla przykładu wobec dzieł Jerzego Nowosielskiego. Polecam jako przykład kościół Ducha Świętego w Tychach zbudowany przez architekta Stanisława Niemczyka i polichromowany przez Jerzego Nowosielskiego. Każdy element tej świątyni, a zwłaszcza organizacja światła we wnętrzu wprowadza jakiś tajemniczy powiew. Myślę, że nie trzeba być wierzącym, by doznać tam olśnienia, jeśli nie religijnego, to na pewno artystycznego. Tego rodzaju dzieła przekraczają granice sztuki religijnej i przynależą do sfery sacrum. Tak naprawdę nikt dokładnie nie wie, co to jest sacrum, ale czujemy, że coś takiego istnieje, przynajmniej w percepcji niektórych dzieł sztuki.

- Czy świadomość tej tajemnicy można uznać za przedsionek wiary?

- Dobre dzieło sztuki często oddziałuje w sposób szczególny. Pozwala przekroczyć przyziemne bariery i wprowadza nas w aurę transcendencji. Jeśli myślimy o sacrum, to nasze oczekiwania są tym bardziej wyjątkowe, chociaż trudno je sprecyzować. Istota rzeczy tkwi bowiem w percepcji, doznaniu, wrażeniu. Xawery Dunikowski miał stwierdzić: „Sztuką jest to, co robi wrażenie”. Możemy też za nim powiedzieć: jeśli coś robi wrażenie sacrum, to właśnie to jest sacrum i jak Ksiądz sugeruje, pewnie już tylko krok dzieli nas od wiary.

- A jak w tym świetle rozumieć pojęcie: „sztuka religijna”?

- Znaczenie terminu „sztuka religijna” jest o wiele szersze od pojęcia „sztuka sakralna”. Sztuka religijna zbliża się raczej do znaczenia starożytnego „ars”, czegoś bliższego rzemiosłu. Wszystkie zatem dzieła rąk ludzkich, które służą wierze, liturgii i praktykom religijnym, a mają jakiekolwiek powiązanie ze sferą estetyki, w tym także malarstwo, rzeźba i architektura, należą do obszaru sztuki religijnej. Gdy zamawiamy sprzęt do świątyni, np. u stolarza lub innego artysty rzemieślnika, niespecjalnie interesujemy się głębią jego religijnej wiary. Oczekujemy raczej, by sprzęt był piękny i odpowiedni dla sakralnego wnętrza oraz spełniał wymogi ceremoniału liturgicznego, owego „theatrum sacrum”.

- Z punktu widzenia człowieka Kościoła, kapłana, wydaje się być oczywistym, że sztuka religijna w ogóle, a sztuka sakralna w szczególności ma być emanacją wiary i inaczej być nie może.

- To fundamentalne przekonanie jest w zasadzie słuszne, ale jego interpretacja na grunt praktyczny natrafia na niemałe trudności. I są to trudności często nie do pokonania, bo ich źródła tkwią w obszarze kulturowym, mentalnym i edukacyjnym. Wrażliwość artystyczna bywa skutecznie przytłumiona przez współczesną kulturę obrazkową i zwyczajny pośpiech codziennego życia. Jeżeli mowa o sztuce, to istotne jest, by była dobra lub przynajmniej na dobrym smaku oparta, a potem dopiero pytajmy artystę o wyznanie i światopogląd.

- Mamy wielu wykształconych plastyków. Dlaczego nie znajduje to przełożenia na dobry poziom artystyczny w naszych kościołach?

- Świetne pytanie! Plastycy lawirują gdzieś w szarej przestrzeni pomiędzy własnymi wygórowanymi ambicjami artystycznymi i kompletnym brakiem przygotowania, bo żadna uczelnia nie kształci w specjalizacji sztuki sakralnej. Twórcy zderzają się często z totalnym bezguściem odbiorców i z trudnościami w znalezieniu wspólnego z nimi języka. Dekoruje się zatem wnętrza w sposób oderwany od charakteru architektury, nie dbając o gamę kolorystyczną czy nadrzędny porządek estetyczny. Artysta, który dysponuje sprawnością manualną i dobrym warsztatem, może także pójść na skróty. To może się wydać paradoksalne, ale pogłębiony wyraz artystyczny łatwo można zastąpić technologicznymi umiejętnościami i blichtrem wirtuozowskich efektów. Wyraża się to najczęściej ucieczką w pseudonowoczesną stylizację albo w bezwyrazową dekoracyjność, albo też w solidny, ale trywialny i prostacki realizm. Przykładów nie trzeba pokazywać palcem, kakofonia form i pstrokacizna jest powszechnie obecna we współczesnych polskich kościołach.

- Jak to jest zatem z pojęciem realizmu w sztuce sakralnej?

- Pojęcie realizmu w sztuce jest bardziej wieloznaczne i umowne aniżeli pojęcie sztuki abstrakcyjnej. Jeśli bowiem realizm odwołuje się do naśladownictwa, to odpisywanie od natury zawsze pozostaje niepełne, ułomne i umowne. Twórczość artysty zyskuje miano sztuki wtedy, gdy odrywa się od naturalizmu lub dosłownego realizmu. Warto zauważyć, że sztuka wschodniej ikony czy malarstwo Jerzego Nowosielskiego nie posiłkują się realizmem, lecz co najwyżej specyficznym symbolizmem, są abstrakcyjne w formie.

- Będąc w wielu kościołach i miejscach kultu można, niestety, zauważyć zjawisko określane mianem „kiczu religijnego”. Jak to pojęcie kiczu można sprecyzować?

- Trudno o ścisłą definicję kiczu, ale jedno jest pewne: kicz jest synonimem złego smaku. Kiczowi sprzyjają: powierzchowna stylizacja pseudoludowa, przesadna dekoracyjność, schematycznie i natrętnie powielane uproszczenia, naturalizm, czyli dosłowne kopiowanie, a także niestety sentymentalizm dewocyjny.

- Gdy się jednak obserwuje tłumy turystów, które w pogoni za wybitnym dziełem sztuki Buonarrotiego czy Caravaggia nie zważają na świętość wnętrza, trudno nie ulec wrażeniu, że lepiej myśl ku Bogu kieruje gipsowa figurka, którą się uważa za synonim kiczu.

- To, że dzieło sztuki często staje się obiektem turystycznej atrakcji, wcale nie umniejsza jego oddziaływania religijnego i teologicznego. Jego uniwersalizm nie przekreśla wielkości przesłania. To nie wina dzieła, ale ludzi i chęci komercjalizacji obiektu.

- Jeśli jednak traktować wiarę priorytetowo, to sztuka powinna być podporządkowana religijności. Co złego w tym, że przynajmniej kicz pozostaje na usługach wiary bez reszty, nie absorbując percepcji w sposób wymagający przygotowania ani też wykształconej wrażliwości.

- Dobra sztuka wymaga wysiłku i wyklucza drogę na skróty.

- Istnieje jednak wiele wizualnych przejawów religijności szczytnej, wręcz mistycznej, wyrażającej się w formach ubogich estetycznie i nie pretendujących do miana tzw. sztuki wysokiej. Przywołajmy tu chociażby franciszkańską szopkę lub inne tradycyjne misteria.

- Prostota jest w sztuce wartością poszukiwaną i nie ma nic wspólnego z prostactwem, w który kicz obfituje. Wystarczy przejść się po kościołach w okresie Bożego Narodzenia, by zauważyć nieraz ogromne różnice w tworzeniu szopek i to od kiczu do interesującego nieraz dzieła sztuki, z instalacją albo happeningiem włącznie. A ileż to się dzieje wokół tradycji plastycznych Grobu Pańskiego!

- To może jednak istnieje jakiś złoty środek albo jakieś bezpieczne minimum artystyczne?

- Ależ tak, warunkiem takiego minimum może być wspomniany już dobry smak, a jego wyrazem jest zwyczajny porządek estetyczny, który pociąga w sposób naturalny za sobą klarowność przekazu teologicznego i liturgicznego.

- Może zatem wybitne dzieło sztuki wcale nie jest nieodzownym warunkiem zaistnienia nastroju sakralnego.

- Obecność dzieła sztuki nie jest konieczna dla stworzenia sakralnego charakteru wnętrza. Estetyczne uporządkowanie przestrzeni kieruje percepcję wizualną ku centrum, sprzyja więc kontemplacji i to jest najważniejsze. Nasze kościoły cierpią na nadmiar dzieł sztuki wzajemnie się znoszących, na kakofonię.

- Czy zatem dzieła sztuki w kościołach są może w ogóle niekonieczne a nawet zbyteczne?

- Tak, są zbytkiem i luksusem. Ale kościoły bez dzieł sztuki byłyby jakieś nieludzkie i zarazem bezduszne. Nie od dziś wiadomo, że sztuka na dobrym poziomie artystycznym namaszcza i uświetnia prawdy wiary, dodaje im pewnego blasku, uwzniośla przekaz religijny.

- To może z dziełami sztuki jest trochę tak, jak z owym drogocennym olejkiem wylanym przez Marię Magdalenę na stopy Chrystusa.

- Tak jest, poważna twórczość artystyczna zawiera w sobie pewien pierwiastek bezinteresowności, ma w sobie hojność, a nawet rozrzutność wyrazową.

- W ostatnich latach wiele świątyń niewiele ma wspólnego z pięknem łączącym się z duchowością. Zdaniem przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Kultury - kard. Gianfranco Ravasiego - powinno dojść do uleczenia wzajemnych relacji, zranionych w sztuce nowoczesnej brakiem chrześcijańskiego języka symbolicznego. Jakie cechy powinien mieć kościół zewnątrz i wewnątrz, aby budził zachwyt człowieka oraz sprzyjał modlitwie?

- Każdy artysta musi wciąż tworzyć na nowo własny chrześcijański język symboliczny, czerpiąc z prawd wiary, Objawienia i Tradycji. Wszelka unifikacja podcina skrzydła natchnieniu i inwencji artystycznej. Podstawowym lekarstwem na złe relacje sztuki i wiary może być jedynie prostota form i wyrazu artystycznego. Bryła architektoniczna kościoła nie powinna być udziwniona przez liczne wykusze, wieżyczki i inne wątpliwe ozdoby. Architektura prosta może być zarazem wyrafinowana w swej prostocie, co sprzyja pewnemu monumentalizmowi i wyrazowi sakralnemu. Przykładem słynna kaplica Corbusiera w Ronchamp. Jeśli zaś chodzi o wnętrze, to obowiązują trzy jedności: światła, gamy kolorystycznej i jednorodnego rytmu: linie, skosy, łuki - powinny tworzyć spójny organizm. Te zasady dotyczą także sztuki współczesnej.

- Jednym z istotnych zadań sztuki sakralnej jest pobudzanie człowieka do wiary i pomoc w modlitwie. Czy twórca dzieł sakralnych powinien mieć świadomość odpowiedzialności, jaka na nim spoczywa?

- To oczywiste i rozwijanie tego wątku byłoby mnożeniem truizmów. Dodałbym, że w moim przekonaniu, jako artysty, każda dobra sztuka jest bliska religii i kontemplacji. Kategoria sztuki sakralnej, jak to usiłowałem w tej rozmowie wyjaśnić, jest sprawą umowną, związaną raczej z umiejscowieniem i funkcją dzieła. Dobre dzieło sztuki zawsze porywa „do siódmego nieba”.

* * *

Prof. Lucjan Orzech ur. się w 1946 r. w Leszczach (k. Kolbuszowej). Studiował na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie. Dyplom z wyróżnieniem uzyskał w 1976 r. w pracowni prof. Adama Marczyńskiego. Od 1978 r. zatrudniony w obecnym Uniwersytecie Pedagogicznym. W 1998 r. uzyskał tytuł profesora sztuk plastycznych.
Uprawia malarstwo sztalugowe i monumentalne, także malarskie aranżacje przestrzenne. Prace swe pokazał na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju oraz za granicą. Twórczość L. Orzecha eksponuje związki i analogie muzyczne w malarstwie. Prace tego artysty prezentowane są w kolekcjach publicznych: Urzędu Miasta Krakowa, Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie i Muzeum Miejskiego w Tarnowie.
Zrealizował polichromie w obiektach sakralnych - w kościele w Reichenbrunn k. St. Ingbert w Niemczech, w kościele św. Pawła w Bochni i kościele parafialnym w Radzięcinie na Zamojszczyźnie. Witraże, wykonane według jego projektów, znajdują się w kaplicy Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Prowadzi zajęcia z malarstwa, rysunku i struktur wizualnych. Był promotorem kilkudziesięciu prac magisterskich.

Tagi:
sztuka wiara

Uwielbione rany

2018-04-18 11:44

Marcin Witan, Polskie Radio
Niedziela Ogólnopolska 16/2018, str. 30

Graziako
Matthias Grünewald, „Ołtarz z Isenheim”, fragment (XVI wiek)

Nie znam bardziej sugestywnego malarskiego wyobrażenia zmartwychwstania Chrystusa niż wizja Matthiasa Grünewalda z ołtarza z Isenheim. Świetlista postać o rozsłonecznionej, radosnej twarzy unosi się nad otwartym grobem, spowita w całun, który stopniowo z bieli przechodzi w barwę purpury i czerwieni. I – co najważniejsze – w lekkim, niemal zwiewnym ruchu, z Boską gracją ukazuje rany na dłoniach, stopach i w przebitym boku. Uwielbione rany. To obraz Przemienienia, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia zarazem. Wstrząsające dzieło sztuki, jakże dla mnie pomocne w wysiłkach pojęcia Tajemnicy, bez której moja wiara nie miałaby sensu. Jezus rzeczywiście jest Chrystusem, Mesjaszem, Posłanym, współistotnym Bogu Ojcu, objawiającym w ten sposób ludziom samego siebie. Zmartwychwstał, jak zapowiedział. „Krew rozlana, przyciągnięta przez tajemniczą siłę i ożywiona ponownie Boskim ciepłem życia, wpłynęła do żył (...) strumień życia zalał Serce, a Serce przebudziło się i wpompowało Krew do Jego członków, odbudowując mięśnie i przywracając je do życia. Znikały jedna po drugiej rany niczym cienie przed promieniami słońca lub ślady wilgoci, które pożera płomień. Pozostało tylko pięć głównych ran, gdyż Miłość chciała zachować je jako swój pomnik”. Powyższe słowa napisał ks. Dolindo Ruotolo, włoski mistyk i pokorny, cierpiący sługa Pana, w komentarzu do Ewangelii według św. Mateusza. Zatrzymuję się nad ostatnim zdaniem i ponownie spoglądam na obraz Grünewalda. Uwielbione rany. „Gdyż Miłość chciała zachować je jako swój pomnik”. Co to znaczy dla mnie dziś, w kwietniu (kiedy to się wydarzyło, też był kwiecień), podczas wielkanocnego czasu? Porusza mnie Bóg, który chce na wieczność nosić znaki miłości, który chlubi się nimi, który mogąc przecież ukazać się jako całkowicie doskonały, stanął pomiędzy uczniami i powiedział do Tomasza, aby dotknął Jego ran. Mówi to też do mnie. Powtarzam zatem za ks. Dolindo: „Poślij swego Anioła, by odsunął grobowy kamień, którym szczelnie zamknę to Twoje Mistyczne Ciało. Stań obok nas, nędznych pielgrzymów, bądź z nami; wyjaśniaj nam Pisma światłem, którego strzeżesz w Kościele; daj się poznać, pozwól sobie służyć, pozwól się kochać i spraw, by nasze życie było ciągłym błogosławieństwem w Imię Najświętszego Boga w Trójcy Jedynego. Amen”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Bassetti: Włochy są ziemią misyjną

2018-05-25 16:02

pb (KAI/ACI/SIR) / Watykan

Kryzys powołań sprawił, że Włochy są ziemią misyjną - oświadczył przewodniczący tamtejszej konferencji episkopatu kard. Gualtiero Bassetti.

wikipedia.org

Na konferencji prasowej po zakończonym w Watykanie 24 maja czterodniowym zgromadzeniu plenarnym Włoskiej Konferencji Biskupiej hierarcha przypomniał, że wśród przyczyn takiego stanu rzeczy jest dominująca „kultura tymczasowości, relatywizmu”, a także zima demograficzna oraz skandale z udziałem księży. Dzieje się to w kraju, który „przez wieki był ziemią powołań”.

Osoba kapłana jest „konieczna dla kształtowania wiary”, przypomniał kardynał. Dlatego papież, który spotkał z się z uczestnikami zgromadzenia 21 maja, zaproponował, by diecezje, które mają księży, posyłały ich do diecezji, którym ich brakuje, na wzór kapłanów fideidonistów - księży diecezjalnych jadących na misje.

Według danych z 31 grudnia 2014 r. we Włoszech było 2753 seminarzystów (spadek o 12 proc. w ciągu 10 lat - w 2004 r. było ich 3145). Także o 12 proc. Spadła liczba święconych księży - z 454 w 2004 r. do 405 w 2014 r. Ogólna liczba księży zmniejszyła się o niespełna 5 proc. - z 33 684 do 32 174.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Papież zaproszony do Bułgarii

2018-05-25 20:41

pb (KAI/bta.bg/Il sismografo) / Watykan

Premier Bułgarii Bojko Borisow zaprosił papieża do złożenia wizyty w tym kraju. Franciszek przyjął zaproszenie z „widocznym zadowoleniem” - głosi komunikat bułgarskiej agencji BTA. Szaf rządu wyraził nadzieję, że do wizyty będzie mogło dojść w 2019 r.

Grzegorz Gałązka

Wcześniej Ojca Świętego zapraszał do swego kraju prezydent Rosen Plewneliew podczas wizyty w Watykanie w marcu 2016 r.

Borisowowi towarzyszyła liczna delegacja, w skład której weszli: minister kultury, prezes Bułgarskiej Akademii Nauk, rektorzy uniwersytetów dyrektor Filharmonii Sofijskiej, ambasador przy Stolicy Apostolskiej, dwóch metropolitów prawosławnych, a także przedstawiciele Kościoła katolickiego i innych religii.

Okazją do tradycyjnej, dorocznej wizyty bułgarskiej delegacji państwowej w Watykanie była przypadające 24 maja w juliańskim kalendarzu liturgicznym wspomnienie świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowiańszczyzny. Dzień ten jest w Bułgarii Dniem Edukacji, Kultury i Literatury Słowiańskiej. Św. Cyryl spoczywa w w rzymskiej bazylice św. Klemensa.

Z tej samej okazji do Watykanu przybywa delegacja państwowa Macedonii. Dlatego papież przyjął dziś także premiera tego kraju Zorana Zaewa, któremu towarzyszyli ministrowie spraw wewnętrznych i kultury. Rozmawiali oni z Franciszkiem m.in. nt. tradycji tolerancji międzyreligijnej w tej byłej republice Jugosławii, jak również o mającym wkrótce nastąpić otwarciu nuncjatury apostolskiej w Skopje - poinformowała tamtejsza agencja prasowa MIA.

Obaj premierzy odbyli także spotkania z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolinem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem