Reklama

Pamiętam morze ludzi

2012-11-19 12:00

Z ks. prał. Stanisławem Kłóskiem rozmawia Danuta Rogacewicz
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2009

Danuta Rogacewicz: - Księże Prałacie, czym dla Księdza jest sanktuarium w Rokitnie?

Ks. prał. Stanisław Kłósek: - Dla mnie to szczególne miejsce. Jestem góralem i wychowałem się w kulcie Matki Bożej. To, że zostałem kustoszem maryjnego sanktuarium, odczytałem jak zaproszenie do Jej służby. W dodatku było to pierwsze spotkanie z kultem Maryi w diecezji. Wtedy nie było innego sanktuarium. Czułem się wyróżniony, ale doznawałem też uczucia lęku. Czy podołam? Prosiłem ludzi o modlitwę i nie zawiodłem się. Tam spotkałem się z ogromną życzliwością mieszkańców i pielgrzymów. W oddanej pracy dla Matki, Kościoła i ludzi ostatecznie okrzepło moje kapłaństwo. Jestem wdzięczny Panu Bogu, że prowadził mnie przez Maryję i pozwolił cieszyć się owocami swojej pracy. Nie wszyscy otrzymują taką łaskę. A ja przecież widzę, że Rokitno pięknieje z roku na rok, służy ludziom, a kult Pani Cierpliwie Słuchającej rośnie. Świadomość, że w dobrych zawodach wystąpiłem, jest dla mnie, kapłana, budująca.

- Wkrótce będziemy obchodzić 20. rocznicę koronacji obrazu Pani Rokitniańskiej. Był Ksiądz wówczas nie tylko kustoszem, ale i organizatorem uroczystości koronacyjnych. Jak Ksiądz wspomina tamte lata?

- W Rokitnie pracowałem 11 lat. Zostałem kustoszem w 1978 r. Przedtem byłem wikarym w Sulechowie. Nie miałem żadnego doświadczenia jako proboszcz. Można powiedzieć, że zostałem rzucony na głęboką wodę. Trzeba było zająć się budową domu rekolekcyjnego, ołtarza polowego, a także architekturą otoczenia (Jej twórca, Wojciech Kasprzycki, nie doczekał uroczystości koronacyjnych, zmarł 2 miesiące przed nimi. W podcieniach koło zakrystii znajduje się tablica upamiętniająca jego wkład w rozbudowę sanktuarium) i jednocześnie organizować życie parafialne, opiekować się pielgrzymami. Oni przyjeżdżali tu po duchową strawę i nic nie mogło zakłócać ich pobytu w świętym miejscu. Żadna budowa czy kłopoty z nią związane. A tych było bez liku. Trzeba pamiętać, że czasy głębokiego komunizmu nie sprzyjały tego typu przedsięwzięciom. Wtedy się „kombinowało”. To była nomenklatura dnia codziennego. Każdą cegłę, cement czy kawałek deski trzeba było „skombinować”, bo legalny zakup graniczył z cudem. Bardzo mi wtedy pomógł Juliusz Korzyb, dyrektor składnicy materiałów budowlanych. Czasami jeździliśmy do Zielonej Góry po pół tony cementu, który w papierach widniał dla innego odbiorcy. A przecież to niejedyne trudności. Trzeba było organizować rekolekcje, przyjmować i nakarmić pielgrzymów. O mięso nie martwiliśmy się, hodowaliśmy świnie, ale cukier! To dopiero był rarytas! Przydzielany na kartki był po prostu luksusem nie do zdobycia. Pielgrzymi musieli dzielić się swoimi zapasami…
Albo przyjazd gości i rekolekcjonistów. Wyjeżdżaliśmy po nich do Zbąszynka, stamtąd do Międzyrzecza, gdzie zmienialiśmy środek transportu, i dopiero wracaliśmy do Rokitna. W ten sposób np. dotarł do nas prof. Stelmachowski. Dziś taki kamuflaż śmieszy, ale tak naprawdę było. Sam nigdy bym nie podołał tym zadaniom, ale miałem wokół siebie życzliwych ludzi: mieszkańców Rokitna i okolic, siostry salezjanki, współbraci w kapłaństwie, którzy wspomagali mnie podczas większego napływu pielgrzymów. Z serdeczną wdzięcznością wspominam ks. Piotra Mazurka i ks. Mieczysława Rumińskiego, którzy nieraz do późnej nocy spowiadali pątników. Po 2 latach dostałem wreszcie wymodlonego wikarego, ale i obowiązków wciąż przybywało. Tak, to był bardzo pracowity czas, ale wspominam go z ogromną radością. Nieustanne kłopoty nie zniechęcały do działania. Myślę, że był w tym jakiś Boży entuzjazm, z którego wyrosło błogosławione dzieło. Jestem za nie Panu Bogu wdzięczny.

- Jak w tych trudnych czasach przebiegały przygotowania do koronacji Pani Rokitniańskiej?

- Można powiedzieć, że dwufazowo. Pierwsza część - to przygotowanie miejsca. Potrzebna była pomoc przy formowania placu dla pielgrzymów, założeniu ogródka przy sanktuarium, uprzątnięciu budowlanego rozgardiaszu. Pomagali wszyscy. Z całej diecezji przyjeżdżali wierni. Kobiety, które bardzo przydawały się w kuchni przy robieniu zapasów i wekowaniu, i mężczyźni. To byli pierwsi pielgrzymi, emisariusze Pani Rokitniańskiej, oni roznosili potem wici o naszym sanktuarium. Pracowali fizycznie, ale przeżywali jednocześnie rekolekcje. Dla wielu z nich było to pierwsze spotkanie z Matką Bożą w takim konkretnym wymiarze. Z jakim oddaniem Jej służyli!
Drugi etap to zbieranie złotego kruszcu na koronę. Chętnych do przynoszenia precjozów było wielu i wśród świeckich, i wśród duchownych, ale na wyraźne życzenie ówczesnego biskupa ordynariusza Józefa Michalika mogłem przyjąć tylko te, do których dołączony był duchowy dar. Pamiętam, jak Ksiądz Biskup powiedział, że jeśli nie starczy złota, to zrobimy Matce koronę z miedzi, ale będzie ona wyrazem naszych dobrych czynów i postanowień. Znalazł się bowiem ofiarodawca, który chciał sam zafundować tę koronę jako wotum, ale Ksiądz Biskup nie wyraził zgody. Korona Pani Cierpliwie Słuchającej jest więc naprawdę duchowym podarunkiem całej diecezji. Ileż cennych ofiar składa się na nią, to doprawdy trudno wyliczyć!

- Rozumiem, że złota starczyło?

- Zebraliśmy 80 dag, starczyło na dwie korony. Pierwsza jest szczerozłota i waży 65 dag, druga - wierna kopia pierwszej - jest pozłacana. Na co dzień pielgrzymi oglądają tę drugą. Złotą zakłada się na szczególne okazje: odpusty, uroczystości.

- Jakie wspomnienia utkwiły Księdzu Prałatowi z poświęcenia korony?

- O, to były niesamowite emocje! Radość i strach mieszały się ze sobą. Strach, bo wieźliśmy ze sobą bardzo cenną rzecz i zwyczajnie baliśmy się, żeby nam nie zginęła. A radość - bo po raz pierwszy tak blisko spotkaliśmy się z Ojcem Świętym, no i mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w wielkim wydarzeniu, które jest niezmiernie ważne dla całej wspólnoty diecezjalnej. Nasza delegacja, oprócz bp. Michalika, składała się z 3 osób. Towarzyszyli mi bowiem wspomniany wcześniej Juliusz Korzyb i Zofia Chmielewska, artystka z Zielonej Góry, która namalowała kopię Pani Rokitniańskiej. Ten obraz miał potem peregrynować po całej diecezji, niestety został… ukradziony! Podczas audiencji u Papieża! Wydaje się to nieprawdopodobne, ale tak właśnie było. Nic dziwnego, że to wydarzenie jeszcze bardziej podsycało nasz niepokój.
Bp Michalik przedstawił Ojcu Świętemu naszą delegację i wygłosił specjalnie przygotowany tekst, w którym nakreślił duszpasterski program dla naszej diecezji. Jan Paweł II bardzo uważnie go słuchał i z aprobatą kiwał głową. Potem poświęcił koronę i położył na nią swoją dłoń. To była wzruszająca chwila. Wszystkie dotychczasowe problemy straciły swoją wagę, przemieniły się w samo dobro. Wysiłek całej rzeszy wiernych zalśnił w kawałku złotego cacka i był to naprawdę cudowny blask.

- Jak Ksiądz Prałat wspomina uroczystość koronacji?

- Pamiętam morze ludzi. Z ołtarza polowego widać było wielką rzeszę jak z apokaliptycznej wizji. Według statystyk ojców pallotynów przygotowany na tę okazję plac mieścił 120 tys. wiernych! W tym dniu mała wioseczka stała się wielkim centrum naszego partykularnego Kościoła, weselną Kaną Galilejską. Oprócz świeckich zjawił się niemal cały Episkopat z Księdzem Prymasem, księża z trzech diecezji: naszej, szczecińsko-kamieńskiej i poznańskiej, siostry zakonne, chóry, orkiestry. To, że nikomu nic się nie stało, że uroczystości przebiegały bez zakłóceń, że wszyscy dzieliliśmy tę wspólnotową radość, zawdzięczamy z pewnością Jej, Matce Rokitniańskiej. Ona była pierwszoplanową postacią tej uroczystości, Ona nas zgromadziła, jednoczyła i otaczała opieką. W sposób niemalże namacalny. Oczywiście nad bezpieczeństwem czuwali ludzie: porządkowi z całej diecezji, strażacy, ale ten wyjątkowy klimat modlitwy, radości i wdzięczności sprawiał, że wszyscy czuliśmy wzajemną więź i odpowiedzialność. Potem tę ogromną liczbę gości trzeba było nakarmić, ale i z tym poradziliśmy sobie prawie jak Pan Jezus na pustyni. Bo Ona tam była. Jak to w Kanie. To był naprawdę cudowny czas.

- Mówił Ksiądz, że Matka Cierpliwie Słuchająca była główną Sprawczynią tego Bożego zamieszania. Jak dzisiaj ocenia Ksiądz rozwój Jej kultu w naszej diecezji?

- Bardzo dobrze. Jestem dość częstym gościem w Rokitnie, kocham to miejsce. Widzę, jak się zmienia, pięknieje. Mój następca dba o sanktuarium, modernizuje. Tak trzeba, bo zmieniają się czasy i inne są dziś potrzeby pielgrzymów. Rokitniańskie sanktuarium jest urokliwe, dla skołatanego życiem wędrowca to wymarzony azyl. A przekonanie, że czeka nań cierpliwa Matka, przyciąga nie tylko naszych diecezjan. Kiedy widzę, że przyjeżdżają tu ludzie z różnych stron naszego kraju, modlą się i znajdują lekarstwo na swoje rany, to cieszę się. Wiem, że coraz więcej grup, wspólnot, a także indywidualnych pielgrzymów przyjeżdża na rekolekcje i dni skupienia. Czasami trudno znaleźć wolny termin i pokój. Dobrze jak dzieci szukają pociechy u swojej Matki. Ona umie słuchać jak nikt inny. Wiem, bo sam doświadczyłem Jej łaskawości.

Pielgrzymowanie na Jasną Górę po II wojnie światowej

2018-08-19 12:06

Andrzej Datko / Warszawa (KAI)

Jasna Góra obok Lourdes, Fatimy, Guadalupe, Aparecidy, Lujan, należy do najznaczniejszych sanktuariów maryjnych świata przyjmując ok. 4-5 mln pielgrzymów rocznie. Najdłuższą, 600-kilometrową trasę przebywa pielgrzymka kaszubska. 26 sierpnia przypada uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej. Z tej okazji przedstawiamy zarys historii pielgrzymowania na Jasną Górę po II wojnie światowej.

Bożena Sztajner/Niedziela

Wdzięczność za ocalenie

Powojenna sytuacja w Polsce po objęciu władzy przez komunistów, wpłynęła także na ruch pątniczy, który naznaczony był początkowo okupacyjnymi przeżyciami uczestników. Wiele osób odbywało pielgrzymki w duchu wdzięczności za ocalenie, wypełniając złożone w czasie wojny śluby. Ogólnonarodowa pielgrzymka z udziałem kardynała Augusta Hlonda i Episkopatu przybyła na Jasną Górę 8 września 1946 r., aby poświęcić Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi. Uczestniczyło w niej pół miliona osób.

W 1951 r. zmienił się sposób pielgrzymowania pod wpływem presji i represji administracji państwowej dążącej do ograniczenia, a potem likwidacji katolicyzmu. Zniknęły uroczyste pielgrzymki, a w ich miejsce pojawiło się pątnictwo indywidualne i prywatne. Z wyjątkiem szykanowanej Pielgrzymki Warszawskiej ustało piesze pątnictwo na Jasną Górę.

Wraz z kończącym się okresem stalinowskim, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej 26 sierpnia 1956 r. złożone zostały Śluby Jasnogórskie przygotowane w więzieniu przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Uroczystość ta zgromadziła po raz pierwszy po wojnie ponad milion uczestników. W grudniu tegoż roku, pielgrzymka lekarzy wznowiła tradycję pielgrzymek zawodowych.

Wokół Millenium

W uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej w sierpniu 1957 r. z udziałem milionowej rzeszy pielgrzymów zainaugurowano peregrynację kopii obrazu jasnogórskiego, poświęconej przez Piusa XII. W ramach Wielkiej Nowenny miała być ona nośnikiem odnowy religijno-moralnej polskiego społeczeństwa w przygotowaniu do Milenium Chrztu Polski.

Władze komunistyczne po pozornej „odwilży” rychło powróciły do walki z Kościołem. Wówczas Episkopat jako jeden z elementów strategii duszpasterskiej przyjął ogólnopolskie pielgrzymki stanowe na Jasną Górę. Tylko one, związane z największymi uroczystościami odbywającymi się w jasnogórskim sanktuarium (3 maja, 15 i 26 sierpnia) były tolerowane przez reżim. Inne pielgrzymki traktowano jako nielegalne zgromadzenia.

Pielgrzymki ogólnopolskie poprzedzane były listami pasterskimi przygotowywanymi przez Komisję Maryjną Episkopatu, która ukierunkowywała materiały duszpasterskie. Zwalczanie pielgrzymek grupowych trwało nadal, toteż dominowało pielgrzymowanie indywidualne, a tylko 10 proc. osób przybywało w sposób zorganizowany. Mimo to udawało się organizować wielkie manifestacje. W sierpniu 1962 r. odbyła się Ogólnopolska Pielgrzymka Młodzieży licząca prawie 500 tys. przedstawicieli wszystkich parafii. Odbyła się ona pod hasłem „Młodzież polska wierna Chrystusowi”. Ogólnopolska Pielgrzymka Kobiet i Dziewcząt 26 sierpnia 1965 r. zgromadziła ponad 300 tys. reprezentantek parafii. Kobiety-matki poprzez akt oddania Maryi miały zobowiązać się do wysiłku kształtowania pobożności maryjnej swoich środowisk, w duchu odpowiedzialności za wiarę i życie ludzkie.

Międzynarodowe zainteresowanie Soborem Watykańskim II zmusiło w pewnym stopniu władze komunistyczne do tolerowania pielgrzymek parafialnych w latach trwania sesji soborowych. Pielgrzymki te zostały zainaugurowane w 1962 r. W czasie pobytu na Jasnej Górze przedstawiciele wspólnot parafialnych ofiarowywali w intencji Soboru modlitwy i nocne czuwania. W sanktuarium przekazywano im symboliczne znaki: świece, hostie mszalne, obrazy, które wprowadzały wspólnoty parafialne w duchową więź z Soborem i Kościołem w Polsce i w świecie. W 1965 r. wspólnoty parafialne przyjmowały w sanktuarium kopie wizerunku jasnogórskiego, który następnie odwiedzał rodziny w parafiach. Pielgrzymki delegacji parafialnych były kontynuowane w następnych latach i uczestniczyło w nich rocznie do 200 tys. osób.

Największe natężenie tej praktyki nastąpiło w 1978 r. poświęconym szczególnej modlitwie za polskie rodziny. Wtedy to delegacje, w których uczestniczyło prawie 500 tys. osób, otrzymywały na Jasnej Górze Pismo Święte i różańce, które miały peregrynować po rodzinach. Podobne natężenie osiągnęły delegacje parafialne w Roku Maryjnym 1987. Wtedy to przedstawiciele parafii przybywali w pielgrzymkach diecezjalnych ze swoimi biskupami, aby kolejny raz podjąć rodzinną peregrynację wizerunku jasnogórskiego.

Milenijne uroczystości Chrztu Polski obchodzone 3 maja 1966 r. na Jasnej Górze pod przewodnictwem Legata papieskiego kard. Stefana Wyszyńskiego, który reprezentował Pawła VI (władze komunistyczne odmówiły mu wizy) i abpa Karola Wojtyły, w atmosferze politycznej agresji, zgromadziły 300 tys. pielgrzymów.

Pielgrzymka mężczyzn i młodzieży męskiej 28 sierpnia 1966 r. pod hasłem „Męskie Te Deum za 1000-lecie chrześcijaństwa w Polsce” odbyła się z udziałem ponad 250 tys. osób.

Czasy "Solidarności"

W 1981 r. ton pielgrzymkom na Jasną Górę nadawali robotnicy organizowani przez ogniwa NSZZ „Solidarność”. Po wprowadzeniu stanu wojennego władze starały się ograniczyć ruch pątniczy, zwłaszcza pielgrzymek pieszych, które zawsze stanowiły środowisko umożliwiające niezależne wyrażanie nastrojów społecznych. W 1982 r. z inicjatywy ks. Jerzego Popiełuszko przybyła pierwsza pielgrzymka świata pracy. Przez najbliższe lata była ona najbardziej zwalczaną przez władze pielgrzymką. Równocześnie w środowiskach ludzi pracy dojrzała potrzeba organizowania odrębnych pielgrzymek zawodowych. Do czasu powstania „Solidarności” władze tolerowały tylko dwie pielgrzymki zawodowe: nauczycieli i służby zdrowia.

W latach 80. utrwaliły się w pątnictwie jasnogórskim ogólnopolskie pielgrzymki bankowców, energetyków, elektroników, górników, kolejarzy, kupców, ludzi morza, ogrodników, łącznościowców, pracowników ochrony środowiska, prawników, pszczelarzy, rolników, rzemieślników, weterynarzy, środowisk twórczych. Przybywały i przybywają niezależnie od nich pielgrzymki z poszczególnych zakładów pracy. Przy tym, niektóre grupy zawodowe organizują specjalne pielgrzymki piesze, np. rolnicy z diecezji zielonogórsko-gorzowskiej od 1983 r. przybywają w liczbie ok. 1,5 tys. osób. Najwięcej osób uczestniczy w pielgrzymce świata pracy i rolników, każda z nich liczy ok. 100 do 200 tys. osób. Do tych pielgrzymek Jan Paweł II najczęściej kierował listy z sugestią podjęcia szczególnie aktualnych problemów religijnych i społecznych.

Wolność!

W wyniku upadku systemu totalitarnego w 1989 r. uległa poszerzeniu struktura pątnictwa na Jasną Górę; biorą w nim udział instytucje, środowiska, grupy zawodowe i urzędnicy państwowi, także ci, którzy dawniej nie mogli ujawniać swoich przekonań religijnych. W pielgrzymkach brali udział premierzy RP i ministrowie niemal wszystkich resortów oraz we wrześniu 1990 r. po raz pierwszy od 50 lat Wojsko Polskie – ok. 20 tys. żołnierzy ze wszystkich formacji z wyższymi oficerami i generalicją. Jako doroczna utrwaliła się od 1990 r. pielgrzymka wojewodów i pracowników administracji państwowej licząca od 500 do 1000 osób.

W jasnogórskich pielgrzymkach zawodowych uczestniczy ok. 1 miliona osób rocznie, co stanowi prawie 25 proc. wszystkich pielgrzymów przybywających w ciągu roku na Jasną Górę. Ze względu na liczbę uczestników jak i różnorodność reprezentowanych zawodów są one zjawiskiem niepowtarzalnym w skali świata chrześcijańskiego.

Przemiany, które dokonały się po 1989 r. ujawniły się wyraziście w zakresie pielgrzymowania dzieci i młodzieży szkolnej. Żywiołowo, najczęściej autobusami, zaczęły przybywać grupy szkolne z nauczycielami (dawniej za taką aktywność nauczyciele bywali nawet zwalniani z pracy). Już w latach 80-tych zwiększyła się liczba diecezjalnych pielgrzymek młodzieży maturalnej. W 1987 r. prawie wszystkie diecezje organizowały swoje pielgrzymki. Liczba uczestników tych pielgrzymek w latach 1989-1995 uległa podwojeniu. W 1989 r. odnotowano 44 tys. uczestników co stanowiło 10,5 proc. wszystkich maturzystów, zaś w 1995 r. – 82 tys. maturzystów, co stanowiło 22, 3 proc. W całym Kościele katolickim jest to najprawdopodobniej zjawisko wyjątkowe. Aktywne uczestnictwo nauczycieli w tych pielgrzymkach sprzyja wzrostowi wzajemnego zaufania, które jest niezbędne w wychowywaniu młodego człowieka.

Młodzież akademicka przybywa w odrębnej pielgrzymce o specjalnym programie ewangelizacyjnym. W 1985 r. w 50. pielgrzymce akademickiej wzięło udział 40 tys. osób. Studenci uczestniczą w pieszych pielgrzymkach, i są często współorganizatorami programu grup pątniczych. W 1981 r. powstała Diecezjalna Piesza Pielgrzymka Akademicka z Warszawy, która liczy kilka tysięcy uczestników.

Ogólnopolskie pielgrzymki młodzieży pozaszkolnej i pracującej organizowane są w czerwcu i bierze w nich udział 20-40 tys. osób. Prowadzona wówczas ewangelizacja ogniskuje się na podniesieniu kultury życia osobistego i przygotowaniu do życia rodzinnego.

Specyficzny charakter posiadają pielgrzymki ruchów nieformalnych, spełniających ważną funkcję formacyjną, jak Neokatechumenat, Światło-Życie, Krucjata Modlitwy w obronie poczętych dzieci, Ruch Trzeźwości im. Maksymiliana Kolbe. Od 1993 r. liczba członków tych ruchów pielgrzymujących na Jasną Górę wzrasta od 100 do 200 tys. osób.

Początek Jubileuszu Jasnej Góry w 1976 r. stał się momentem zwrotnym w pieszym ruchu pątniczym w Polsce. Władze komunistyczne, świadome napięć społecznych wywołanych kryzysem gospodarczym, zostały zmuszone do tolerowania pieszych pielgrzymek. W tymże roku do sanktuarium przybyło 89 pieszych grup liczących 34 tys. osób. Prawdziwy przełom nastąpił w 1979 r., gdy zorganizowano 120 pieszych pielgrzymek pod hasłem „Wspomagamy Ojca Świętego Jana Pawła II”; uczestniczyło w nich 150 tys. osób. W następnych latach ilość tych pielgrzymek rosła i wydłużały się ich trasy. W 1987 r. szlaki 29 pielgrzymek wymagały co najmniej 9 dni do ich pokonania.

Pielgrzymki diecezjalne z udziałem biskupów uważane są z racji eklezjalnych za ideał pątnictwa. Przewodziła im od 1987 r. Warszawa, z której wyruszały cztery pielgrzymki piesze, liczące razem ok. 50 tys. uczestników. Podobne, choć mniej liczne (10-15 tys.) wyruszały z Krakowa, Poznania, Wrocławia, Radomia, Opola, Tarnowa, Siedlec. Wiele z nich podzielonych na grupy promieniście przemierzało diecezje.

Wciąż fenomen

Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II w 1979 r. i jego nawiedzenie Jasnej Góry sprowadziło do sanktuarium ok. 3,5 mln pielgrzymów. Kolejne pielgrzymki Ojca Świętego gromadziły na Jasnej Górze rekordowe ilości pielgrzymów, tak iż w ciągu roku szacowano je na 5,5 – 6 mln osób. W latach 80-tych i 90-tych XX w. piesze pielgrzymki na Jasną Górę stały się fenomenem w skali światowej i rocznie uczestniczyło w nich 300-450 tys. wiernych. Pod względem ilości grup pątniczych, długości tras i liczby uczestników nie mają one sobie równych jako zjawisko religijne w całym katolicyzmie.

Jasna Góra jako ośrodek pielgrzymkowy o znaczeniu światowym pełni ważną rolę integracyjną i eklezjalną. Większe grupy pielgrzymów zagranicznych włączyły się po raz pierwszy w pieszą pielgrzymkę warszawską w 1966 r. W 1978 r. wyruszyło z Warszawy 850 osób z 17 krajów, a w dziesięć lat później z 10 miast pielgrzymowali przedstawiciele 26 krajów w liczbie ponad 10 tys. osób.

Dzięki obecności pielgrzymów zagranicznych w sanktuarium Kościół powszechny uzyskuje tutaj swoją widzialną tożsamość, co dzieje się zwłaszcza wtedy, gdy uczestniczą w uroczystościach biskupi i kardynałowie jako przedstawiciele kościołów lokalnych lub Watykanu. Od 1979 r. przybywa średnio co roku ponad 100 przedstawicieli różnych episkopatów. Specjalną rolę spełniały pielgrzymki oficjalnych delegacji episkopatów z ich przewodniczącymi na czele. Jako przykład wymieńmy delegację Episkopatu Stanów Zjednoczonych i kilkakrotnie Episkopatu Niemiec z kard. J. Ratzingerem.

Po 1989 r. nastąpił dalszy wzrost migracji pielgrzymów z zagranicy, tak iż przybywa ich do 400 tys. rocznie. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych przybywało ponad 2200 grup zagranicznych z ok. 90 krajów, najwięcej z Niemiec, USA, Włoch i krajów byłego ZSRR.

Ciekawym zjawiskiem było nawiedzanie sanktuarium jasnogórskiego przez pątników z ZSRR, co miało charakter konspiracyjny i odbywało się pod przykrywką turystyki (byli w nich nawet sekretarze partyjni i wysocy urzędnicy administracji). W latach 1968-1989 było na Jasnej Górze prawie 2500 takich niewielkich grup.

Jan Paweł II będąc przekonanym o integracyjnej roli Jasnej Góry nie tylko dla narodów słowiańskich ale dla całego Wschodu i Zachodu Europy zdecydował, aby VI Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Częstochowie. W dniach 12-16 sierpnia 1991 r. 1,7 mln młodych, w tym 200 tys. z krajów ZSRR zgromadziło się w sanktuarium. Papież powiedział wtedy: „Trzeba, ażeby to, co przez długie dziesięciolecia było na tym kontynencie oddzielona przemocą, zbliżyło się do siebie. Ażeby Europa dla dobra całej rodziny ludzkiej szukała na przyszłość jedności, wracając do swych chrześcijańskich korzeni. Te korzenie znajdują się na Wschodzie i na Zachodzie”.

Uniwersalizm wpisany w tradycje ruchu pątniczego na Jasną Górę służy współcześnie budowaniu więzi między narodami, także w płaszczyźnie ekumenicznej, co było stałym dążeniem polskiego papieża w perspektywie trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Martin o nadużyciach seksualnych księży: nie wystarczy powiedzieć „przepraszam”

2018-08-20 14:31

pb (KAI/thespec.com) / Dublin

Metropolita Dublina abp Diarmuid Martin ma nadzieję, że podczas wizyty w Irlandii papież Franciszek będzie mówił wprost o nadużyciach seksualnych księży. Ojciec Święty odwiedzi Zieloną Wyspę 25 i 26 sierpnia, by wziąć udział w IX Światowym Spotkaniu Rodzin w Dublinie.

Włodzimierz Rędzioch

- Nie wystarczy powiedzieć: przepraszam. Struktury, które umożliwiły lub ułatwiły nadużycia muszą być złamane, i to złamane na zawsze - stwierdził hierarcha, odnosząc się do sytuacji, gdy kościelni przełożeni molestujących kryli ich, starając się bronić samych siebie.

Dodał, że papież nie będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie ktoś mógłby mu zadać w tej sprawie, ale ma nadzieję, że Franciszek będzie o nadużyciach mówił wprost.

- Niedawna historia Kościoła w Irlandii zawiera chwile prawdziwej ciemności. Potrzebujemy Kościoła światła; światła, które demaskuje ciemność taką, jaką ona jest; takiego światła, którego nie mogą zgasić ani przytłumić mechanizmy ukrywania lub samousprawiedliwienia - powiedział abp Martin na kilka dni przed papieską wizytą w Dublinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem