Reklama

Święty znak: bierzmowanie

2012-11-19 12:00

Z ks. Marcinem Jaraczem, katechetą gimnazjalnym w Niechobrzu i opiekunem grupy, która w tym roku przyjęła sakrament bierzmowania, rozmawia Katarzyna Kawa
Edycja rzeszowska 17/2009

Katarzyna Kawa: - Budzenie świadomości katolików, że sakramenty to nie tradycja, ale realne spotkanie z łaską Bożą odbywa się nieustannie. Tak jest, kiedy duszpasterze przypominają o powadze spowiedzi św., o przeistoczeniu chleba w Ciało Chrystusa. Jakie jest podejście młodych ludzi do bierzmowania? Czy taki jednorazowy znak nie spotyka się jedynie z poczuciem konieczności?

Ks. Marcin Jaracz: - Bardzo różne jest to podejście. Jedni mają pełną świadomość sakramentu. Innym trzeba ukazać dar tego wydarzenia: czym jest bierzmowanie w chwili, kiedy je przyjmują i jakie są jego skutki w dalszym życiu. Co do tego wymiaru tradycji - to z pewnością czasem tak bywa ono odbierane. Ale na pewno trzeba młodym pokazać, że nie jest to kolejna rzecz, której instytucja kościelna od nich wymaga tylko po to, żeby mogli być rodzicami chrzestnymi, czy wziąć ślub. Ważne jest, aby poczuli choć trochę trud podejmowania decyzji: przy tym sakramencie decydujesz sam - albo go przyjmujesz albo nie. To jest duże wyzwanie po chrzcie czy I Komunii św., kiedy to do kościoła prowadzili nas rodzice.

- A przecież do bierzmowania młodzież przygotowuje się w gimnazjum, w gronie znanych od dzieciństwa kolegów, nauczycieli. Czy wobec tego szkoła i katecheta nie przejmują wcześniejszej roli rodziców? Czy forma nie kłóci się z celem duszpasterskim?

- To prawda, że występuje presja klasy. Przygotowanie bezpośrednie trwa ponad rok. Wcześniej już ten temat podejmowany jest w szkole, w czasie lekcji. W naszej parafii zaczyna się w drugim semestrze II klasy. Przez kilkanaście miesięcy odbywają się katechezy, nabożeństwa, m.in. przyjęcie krzyża, nabożeństwo wyznania wiary, „Ojcze nasz”, odnowienie przyrzeczeń abstynenckich, co często spotyka się z niezrozumieniem, buntem wśród młodych ludzi i tu właśnie jest możliwość pokazania, że to są konsekwencje drogi sakramentalnej, którą podjęli przy I Komunii św., a teraz świadomie kontynuują bądź nie. Uczestnictwo w tych formach jest poniekąd spotykaniem się w gronie szkolnym. Należałoby się zastanowić, czy nie warto byłoby poczekać aż osiągną pełnoletniość w świetle prawa, czyli do lat szkoły średniej. Być może wtedy świadomość dokonywania wyboru byłaby większa. Ważnym elementem przygotowania są też rekolekcje, dni skupienia zarówno w gronie kandydatów, jak i pod szyldem duszpasterstw młodzieżowych. To na pewno czyni młodych bardziej odpowiedzialnymi za Kościół, skłania ich do poszukiwania czegoś więcej niż przeciętność.

- A jak może podjąć przygotowanie ktoś, kto świadomie bądź przez zaniedbanie nie przystąpił wtedy, kiedy jego koledzy i koleżanki z klasy w szkole?

- Najpierw ta osoba musi wyrazić chęć i zgłosić się do swojej parafii. Tu dowie się potrzebnych rzeczy. Miałem kiedyś okazję prowadzić taką osobę dwudziestokilkuletnią do bierzmowania. Praca indywidualna z takim człowiekiem daje zupełnie inny obraz dojrzałości chrześcijańskiej jako życia zaangażowanego w codzienność Kościoła. Byłoby pięknie i do tego dążymy, żeby przyjmując dary Ducha Świętego, młodzi byli zachwyceni nauką Chrystusa, a nie tylko przygotowani.

-...i żeby bierzmowanie nie było zwieńczeniem ich zaangażowania w pracę dla parafii czy Kościoła...

- Tak, to ważne i trudne zadanie. Czasem księża martwią się, że tracą młodzież zaraz po gimnazjum. Ale tu dużą rolę odgrywa także rodzina. W naszej parafii staramy się zaangażować rodziców w nabożeństwa, podczas których towarzyszą oni swoim dzieciom. Przypominają o katechezach, niejednokrotnie pomagają w przygotowaniu do egzaminu, który nie jest formą udręczenia kandydatów tylko próbą uświadomienia im, że jako dojrzali katolicy powinni umieć obronić stanowisko Kościoła.

Bierzmowanie dorosłych w diecezji rzeszowskiej

Bierzmowanie odbywa się w drugi piątek każdego miesiąca na Mszy św. o godz. 19 (V-IX) lub o godz. 18 (od X-IV) w rzeszowskiej farze.
Przygotowanie do bierzmowania osób dorosłych przeprowadza się w swojej parafii. Osoby zainteresowane winny zgłosić się do swojego duszpasterza.

UWAGI:
1. Kandydaci wraz ze świadkami, zaopatrzeni w świadectwo, że zostali przygotowani do przyjęcia tego sakramentu oraz w kartkę do bierzmowania, zgłaszają się w zakrystii w farze rzeszowskiej na pół godziny przed rozpoczęciem Mszy św.
2. Kartę do bierzmowania wydaje sam ksiądz przygotowujący daną osobę do przyjęcia tego sakramentu. Na karcie winna być pieczęć parafialna.
3. Kandydaci wraz ze świadkami powinni się wyspowiadać, zanim przyjdą na miejsce udzielania sakramentu bierzmowania.
4. Sakramentu bierzmowania udziela się w czasie Mszy św., podczas której bierzmowani i świadkowie przystępują do Komunii św.
5. Po bierzmowaniu parafia farna w Rzeszowie dokonuje zapisu w księdze bierzmowanych i przesyła świadectwa bierzmowania parafiom, które je wystawiły. Na tych parafiach spoczywa obowiązek przesłania wiadomości do parafii chrztu osób bierzmowanych.

Portal Diecezji Rzeszowskiej

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież do włoskich policjantów: dbajcie o korzenie cywilizacji

2019-01-17 20:48

vaticannews / Watykan (KAI)

Papież Franciszek spotkał się z przedstawicielami włoskiej policji, której funkcjonariusze pracują na placu św. Piotra oraz w okolicach Watykanu. Podziękował za codzienną służbę na rzecz Stolicy Apostolskiej oraz przybywających do Watykanu pielgrzymów.

Grzegorz Gałązka

Ojciec Święty nawiązał do niedawnych świąt Bożego Narodzenia. Przyjście Chrystusa objawia nam szczególną bliskość Boga w stosunku do człowieka oraz przeogromną miłość, jaką otacza ludzi. Ta obecność nadaje sens życiu oraz ożywia nadzieję, pomagając sięgać spojrzeniem poza codzienne trudności. Równocześnie pobudza do miłości, do tworzenia relacji w duchu braterstwa oraz miłosierdzia, szczególnie z osobami, które cierpią z powodu choroby, opuszczenia oraz marginalizacji. Ta postawa bliskości wobec ludzi jest charakterystyczna dla waszej pracy – podkreślił Ojciec Święty.

"Dziękuję za waszą cenną pracę związaną z nadzorem oraz utrzymaniem porządku wśród pielgrzymów i turystów, którzy ze wszystkich stron świata przybywają do Bazyliki św. Piotra. Mają przez to ułatwioną możliwość nawiedzenia tego miejsca. Wasza kompetencja i mądrość w reagowaniu na różne sytuacje, również te najtrudniejsze są powszechnie cenione. Za to również osobiście chciałbym wyrazić wam uznanie. Bardzo dziękuję za wasz profesjonalizm i waszą hojność! Zachęcam was – kontynuował Franciszek – do wytrwałości w tym oraz wypracowywania jeszcze lepszego stylu działania, aby przyjąć wszystkich z wielką cierpliwością i współczuciem, także w tych wszystkich chwilach, kiedy odczuwacie zmęczenie oraz ciężar trudnych sytuacji".

Papież wspomniał także o codziennej służbie funkcjonariuszy w dzień i w nocy na placu św. Piotra oraz innych przyległościach watykańskich. Wyraził podziw dla ich dyspozycyjności oraz ducha ofiarności. Podkreślił również skuteczną współpracę policji podczas swoich wizyt w parafiach oraz innych wspólnotach Rzymu oraz podczas podróży na terytorium Włoch.

Ojciec Święty poprosił także obecnych, aby starali się strzec korzeni kulturowych Rzymu i Włoch. Ponieważ, jak mówił dalej, cywilizacji tej grozi wykorzenienie. „A wiemy dobrze, że bez korzeni nie można wzrastać. Korzenie są źródłem tożsamości. Nasza tożsamość jest dzisiejsza, ale czerpie z korzeni i jako taka powinna być przekazywana następnym pokoleniom” – dodał Ojciec Święty.

Na zakończenie Franciszek polecił wszystkich macierzyńskiemu wstawiennictwu Maryi, życząc, aby towarzyszyła im w pracy oraz wspierała ich rodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem